Biznes jak marzenie Magnus Isaksson

To była miłość od pierwszego spojrzenia, a w zasadzie od pierwszej wizyty. Na tyle silna, że postanowił tutaj nie tylko osiedlić się, ale i związać ze Szczecinem swoje plany zawodowe. Magnus Isaksson, Szwed z Goteborga ściągnął do Szczecina kilkaset milionów złotych. Buduje mieszkania i biura, a ostatnim jego „oczkiem w głowie“ jest przebudowa kwartału przy ulicach Śląskiej i Obrońców Stalingradu. O swoich projektach, wizjach i marzeniach, o tym, dlaczego inwestuje w Szczecinie i czy to mu się opłaci - opowiada w rozmowie z Michałem Stankiewiczem.

Autor

Michał Stankiewicz

galeria

Dlaczego akurat Szczecin?

Chyba przypadek albo los. Przyjechałem do Polski w latach 90. by szukać nieruchomości dla Ikei. Spędziłem najpierw 7 lat w Warszawie. Potem wróciłem do Szwecji, a do Szczecina trafiłem przejazdema. Zobaczyłem ładne miasto, bardzo zielone i pełne wody wokół. Nic nie wiedziałem wcześniej o Szczecinie, słyszałem tylko negatywne opinie od mieszkańców, że małe, biedne itd. Ale gdy zobaczyłem je na własne oczy to od razu polubiłem.

Bo zobaczył Pan podobieństwa do rodzinnego Goteborga?

Tak, Szczecin w jakiś sposób jest podobny. Tak samo Gdańsk jest piękny. Zresztą to dwa najładniejsze polskie miasta. Mają dużo wody wokół, co oznacza możliwość uprawiania sportów wodnych – jak w Szwecji. No i ludzie są nie tylko mili, ale co ważne mówią po angielsku. 

No tak, ale Pan jest biznesmenem. Ładne widoki, lasy i woda są fajne. Mili ludzie też. Ale chyba głównym celem w biznesie jest zarabianie pieniędzy.

Oczywiście, przyjechałem do Polski, by działać w branży nieruchomości. Działałem na rynkach krakowskim, trójmiejskim i warszawskim. I wciąż szukałem miejsca, by rozwijać się. Szczecin był jedynym miastem, jakoby to ująć - w zasadzie nieodkrytym. Takim, które dopiero może się rozwinąć. Bo, tutaj nie było inwestorów, za to duży potencjał. 65 000 studentów, dobry punkt logistyczny względem Skandynawii, blisko Berlin, czyli stolica Europy no i dominujący transport morski. Szczecin to brama do rynku skandynawskiego. Nie zobaczyłem tutaj kasy do zarobienia w minutę, ale potencjał.

Potencjał to słowo, które powtarzamy w Szczecinie od wielu lat. Sporo mówi się o zaletach miasta właśnie pod względem jego położenia, o obecności wody, o wielkich możliwościach. A nie jest przypadkiem tak, że my oswoiliśmy się z tym potencjałem i nawet się zaprzyjaźniliśmy i to tak mocno, że został już z nami. Jako dyżurne hasło Szczecina.

 (śmiech). No tak... Ale ja lubię być kreatorem, lubię być częścią czegoś co dopiero powstaje. Fajnie jest mieszkać w miejscu już gotowym, ale jeszcze fajniej kreować swoje otoczenie. I ja właśnie to lubię. Lubię być na początku procesu. Tworzyć od podstaw, gromadzić wokół tego ludzi. Stąd właśnie wybrałem Szczecin. Bo tutaj było najwięcej do zrobienia.

Planując biurowiec Piastów Office Center przyjął Pan jednak biznesplan. Jakie są założenia dla tego typu inwestycji? Kto ma ją utrzymać – firmy lokalne, czy raczej nastawił się Pan na najemców z Europy Zachodniej?

Wierzę, że w 80 % to będą polskie firmy. Polska ma dynamicznie rozwijającą się gospodarkę. Ma też bardzo dużo firm mocno rozwijających się. Mamy już najemców i to zadowolonych. Trzeba ich, a także następnych przekonywać, że bycie w Szczecinie to sukces. Bo przecież wszystko tkwi w naszych głowach. 

Pańska wiara w Szczecin jest ogromna, mam nadzieję, że nie jest to trochę zaklinanie rzeczywistości. W Piastów Office Center macie już dwa budynki, a budowany jest trzeci. Zapełnicie je bez problemu?

Tak myślę. Prowadzimy kolejne, zaawansowane rozmowy. Jeden z klientów to firma lokalna, a druga – nazwijmy ją krajową. Rozmowy trwają. Szczegółów nie mogę zdradzić.

Teraz chyba jednak na pierwszym planie, przynajmniej z punktu widzenia zainteresowania mediów, no i szczecinian jest inna pańska inwestycja, czyli przebudowa kamienic w kwartale ul. Obrońców Stalingradu, Śląskiej, Jagiellońskiej i Bogusława X. Co tam będzie?

Mam nadzieję połączyć Deptak, Jagiellońską i Kaskadę. To wszystko scalić. Zrobić projekt, który na nowo określi miasto. Kaskada to udany projekt, nawet jeżeli ludzie obawiają się, że zabije niektóre sklepy wokół, to jednak powstanie jej rozpoczęło pewien proces zmian w centrum. Tak więc chcę to wszystko połączyć. Jak zrobimy hotel, restauracje, apartamenty to ożywimy jeszcze bardziej tą część miasta. Pokażemy, że mieszkanie w centrum może być atrakcyjne. To jest to, czego Szczecin dzisiaj potrzebuje. Czemu np. Zara czy H&M nie znajdują się na Deptaku Bogusława, tylko w centrach handlowych. W innych miastach funkcjonują poza centrami.

Pewnie dlatego, że klienci wybierają miejsca gdzie jest parking dla samochodów. A sieci handlowe wybierają z kolei miejsca gdzie jest odpowiednio dużo ludzi, do tego z „portfelem“. Rozumiem zasadność takich sklepów np. na sopockim Monciaku, gdzie są tysiące ludzi. Tam w tym roku H&M uruchomił duży sklep. Czy też na krakowskiej starówce. W Szczecinie ruch jest nieporównywalnie mniejszy.

Ale to można zmienić i to powinno się zmienić. Centra handlowe są fajne, ale ludzie chcą spędzać czas na ulicach, gdzie powinno być dużo atrakcji.

Tak, ale centra handlowe to nasze nowe świątynie. Ludzie, przynajmniej niektórzy tam też chcą spędzać czas.

Tak, widzę to, ale Polska rozwija się dynamicznie i myślę, że to też się wkrótce zmieni. Centra handlowe są fajne do kupowania butów, czy ubrań, ale w końcu znudzą się i ludzie znów wrócą na ulice. Widzę już zmiany, ludzie coraz chętniej jeżdżą rowerami, niezależnie od wieku, uprawiają sport. To widać. Mentalność ciągle się zmienia. 

No dobrze, a coś więcej o projekcie przy Śląskiej?

To będzie miejsce wielofunkcyjne, nie może być tylko hotel, apartamenty, czy biura. To musi być atrakcyjne, bo ludzie wciąż obawiają się mieszkać w centrum miasta. Musi być i bezpieczne i prestiżowe. Będą też sklepy na parterze. Chciałbym całkiem zmienić ulicę Śląską, dodać jej prestiżu. Uwolnić jej potencjał, zarówno w ciągu dnia  jak i w nocy. Tak by spacer z Deptaka, Jagiellońską do Kaskady był przyjemnością. Pierwsze trzy budynki z apartamentami i biurami mają być gotowe na koniec czerwca 2015 roku. Prace są już zaawansowane, ale to musi potrwać, chociażby dlatego, że współpracujemy ściśle z konserwatorem zabytków. Usunęliśmy część oficyn, a cegły rozbierane były ręcznie jedna po drugiej. Część z nich wróci do budynków.

Czy powierzchnie w kwartale będą drogie?

Może to głupie, ale nie zarobię akurat na tym projekcie, bo to realizacja takiego.... marzenia. Gdy w Szczecinie można dostać – załóżmy, że 5 tys. zł za metr to w Warszawie 15 tys. zł za to samo. A koszt renowacji jest taki sam, więc nie jest to dobry biznes. To bardziej realizacja jakiejś mojej wizji. 

W przypadku realizacji marzeń pieniądze podobno nie mają znaczenia, ale zapytam: ile będzie Pana kosztować realizacja tej wizji?

Myślę, że zamknie się w 100 mln zł, oczywiście nie w jednym momencie, ale mówimy o całości. 

A jaki hotel powstanie w tym kwartale?

To jest jeszcze w trakcie rozmów. Na pewno ma się wyróżniać od innych. Chciałbym, by to miejsce było tzw. „meeting pointem“ dla szczecinian. By żyło zarówno w ciągu dnia jak i nocy.

No to trudne zadanie połączyć mieszkania, hotel i rozrywkę. Szczecinianie potrafią dzwonić po policję, gdy coś się dzieje na ulicy –chodzi o spontaniczny koncert czy performance. 

To jest jakiś problem wynikający z tego pewnie, że w centrum miasta niektórzy ludzie mieszkają od kilkudziesięciu lat. I są przyzwyczajeni do innych czasów. To pewnie oni podejmują te interwencje. Ale liczę, że to się zmieni, bo w nowych mieszkaniach będą zamieszkiwać ludzie, którzy już wiedzą co to jest centrum miasta, są świadomi jak działa i chcą uczestniczyć w jego życiu. To jest proces. To jest też kwestia wyboru. Wybierasz centrum miasta to masz obok Kaskadę, Mc Donalda, kawiarnie, wszystko w zasięgu ręki. Ale też spodziewaj się spontanicznego koncertu szwedzkiej kapeli na ulicy. (śmiech). Coś za coś.

Co chciałby Pan zmienić w Szczecinie w pierwszej kolejności?

Mentalność i nastawienie wielu szczecinian, że się nie uda, że jest źle. A z tym się często spotykam. Brakuje mi w Szczecinie optymizmu i wiary. To jest bardzo ważne. Drugie – chciałbym, by powstał most w Policach, by szybciej jechać do Goleniowa i nad morze. Trzecie, potrzebujemy coś w rodzaju rynku.

Plac Orła Białego, czy na Podzamczu bliżej Odry?

Jeden z nich trzeba rozwijać, a lubię obydwa. Mamy nową filharmonię, więc jeżeli ktoś sprowadzi np. Madonnę na koncert to ludzie powinni mieć możliwość przy okazji pójść do sklepu, do knajpy, spotkać się. Wszystko na pieszo. Ulica powinna być miejskim „living roomem“. Brakuje mi tego w Szczecinie

Dlatego też właśnie coś takiego Pan buduje?

Tak. Potrzebujemy koncentracji usług, ludzie chcą zabrać rodzinę na lody, do kina, na zakupy. Te rzeczy powinny być jakoś skupione na jednym obszarze. W Szwecji nawet stadion piłkarski jest w centrum miasta. Jak był dwudniowy koncert Bruce’a Springsteena na stadionie to przyszło 65 tysięcy ludzi. Każdego dnia.

To wszystko powinno dziać się w mieście. Ludzie powinni chodzić do centrum, chociażby po to, by chłopcy mogli oglądać się za dziewczynami, a dziewczyny za chłopakami. Gdzie to robić w Szczecinie? W Krakowie na rynku, w Gdańsku na ulicy Długiej, a w Sopocie na Monte Cassino. Mam nadzieję, że nasi politycy nie będą tylko rozwijać Szczecin w kierunku wody, ale zajmą się też samym miastem. Bo nie można mieć wszystkiego. A to właśnie moim zdaniem jest ważne.

Czyli miasto powinno skoncentrować się na nowym kwartale, otoczeniu Kaskady, filharmonii, rynku? Dobrze rozumiem?

Tak. To wszystko można obejść pieszo. Ja uwielbiam spacerować. I to wszystko powinno współgrać – Jagiellońska, aleja Kwiatowa, nowa filharmonia, Wały Chrobrego, nowy kwartał...

A co z budynkiem po szkole podstawowej? 

W naszej koncepcji także bierzemy pod uwagę jego aranżację. Nie wiem czy go kupię, to zależy od miasta

Ale jeżeli miasto wystawi na sprzedaż to zgłosi się Pan?

Myślę, że tak. 

Wspomniał Pan o stadionie w Goteborgu. Śledzi Pan dyskusje o nowym stadionie w Szczecinie? Zarówno zwykłych mieszkańców jak i polityków?

Na tyle ile mogę, ale nie czytam gazet z powodu bariery językowej. Staram się nie mieszać do polityki, z oczywistych powodów zachowuję dobre relacje z administracją. Tematem stadionu, czy Pogoni raczej nie interesuję się.

Stadion to jednak dość ważna sprawa, część mieszkańców chce budowy nowego ze środków miasta, a inna - nie.

W Szwecji stadiony to komercyjne przedsięwzięcie. Można oczywiście budować go wspólnie, z udziałem i ze wsparciem miasta, ale największy ciężar leży po stronie firm zainteresowanych w zyskach. Bo stadion to też biura, restauracje i budynki komercyjne wokół niego. Rozumiem, że dyskusja jak zawsze dotyczy tego na co powinny iść nasze podatki. I jedni chcą, by poszły np. na Pogoń Szczecin, a inni – w tym ja – wolałbym np. by poszły na budowę mostu. Bo most, transport, czy chociażby autobusy to są właśnie przykładowe zadania miasta. A piłka nożna to dzisiaj najbardziej komercyjna ze wszystkich dyscyplin.

 

Dziękuję za rozmowę

Prestiż magazyn szczeciński
8( 74)
Wrzesień'14