Karolina Sawka u progu kariery

Karolina  Sawka, zadebiutowała na deskach łódzkiego teatru w sztuce „Wywiad”. Piękna szczecinianka opowiedziała nam o przygotowaniach do debiutu oraz planach na przyszłość. Zdradziła też, co dzisiaj myśli o Szczecinie.

Autor

Andrzej Kus

galeria

Za Tobą bez wątpienia bardzo ważna data. 29 października w Łodzi odbyła się premiera sztuki „Wywiad”, która to była Twoim debiutem teatralnym. Zebrałaś bardzo dobre recenzje. Obyło się bez stresu?

Próby do spektaklu „Wywiad” trwały dwa miesiące. W tym zawarły się również prace nad redakcją tekstu, bo oryginalny scenariusz Stephana Lacka potrzebował sporej obróbki na rzecz spektaklu. Sztuka opowiada o bardzo aktualnych tematach dotyczących współczesnych mass mediów: PR-owej gry pozorów czy kształtowania wizerunku gwiazd. Są to tematy, które bardzo dynamicznie się zmieniają - przez postęp informacyjny, technologiczny ale i kulturowy. Dlatego tekst, który powstał 20 lat temu już zdążył stracić na świeżości. Zainwestowaliśmy także w uwspółcześnienie dialogu tak, by nadać mu efekt spontaniczności. Chcieliśmy znaleźć taki ton i rytm mówienia, jakim posługuje się przeciętny widz. 

Mogłaś liczyć na pomoc innych, bardziej doświadczonych aktorów?

Miałam ogromny komfort pracy ponieważ moim partnerem scenicznym był Paweł Ciołkosz, który okazał się być niesamowicie dojrzałym i wyrozumiałym aktorem. Mimo różnicy wieku i doświadczenia (Paweł gra w Och-Teatrze u Krystyny Jandy – przyp. red) traktował mnie bardzo po partnersku, a w gorszych momentach okazywał ogromne wsparcie i uświadamiał, że taki sam stres i takie same rozterki jak ja przeżywają doświadczeni aktorzy. Chwile zwątpienia dotyczą również osób, które od lat pracują na scenie. Reżyserem spektaklu jest Waldemar Zawodziński. Przez 23 lata pełnił funkcję dyrektora artystycznego teatru Im. Stefana Jaracza w Łodzi. Na drugim roku mojej edukacji w szkole filmowej był moim profesorem w ramach zajęć ze scen klasycznych. To również dawało mi duże poczucie bezpieczeństwa, ponieważ miałam świadomość, że wybierając mnie do tej roli wierzy w moje możliwości, zna moje środki aktorskie. Nie odczuwałam presji, że na starcie muszę coś reżyserowi dodatkowo udowadniać. Próby minęły w bardzo komfortowej atmosferze, ciężko wyobrazić sobie lepsze warunki do pracy nad pierwszą pełnowymiarową teatralną kreacją. 

Można powiedzieć, że jest to początek twojej kariery aktorskiej, mimo że huczny debiut masz już za sobą. Mogliśmy Ciebie oglądać w 2001 roku w roli Nel – w świetnej ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza „W Pustyni i w puszczy”. Rola Nel była jednak zupełnie czymś inny niż występy na deskach teatru. Pomogła Ci w życiu czy może Nel jest dzisiaj Twoim przekleństwem? 

Nauczyłam się rozróżniać te dwie kwestie - czyli to jak rola Nel wpłynęła na moje życie prywatne i to, jak wpływa lub może wpłynąć na moje życie zawodowe. Traktuję moją dziecięcą przygodę jako ogromną szansę, która sprawia, że na tym przepełnionym zdolnymi, pełnymi pasji ludźmi rynku, ja - gdzieś na starcie - nie jestem anonimowa. Ostatnio poznałam Jana Komasę, który powiedział trzy fajne i ważne słowa: „perseptiondriven business”. Oznacza to, że aktorstwo to zawód, który opiera się na rejestrowaniu swojej osoby w pamięci innych ludzi. Kiedy raz zafunkcjonowało się w zawodzie, łatwiej ubiegać się o kolejne role. Choćby dlatego, że ludzie zwyczajnie pamiętają twoją twarz. A najchętniej wybiera się coś, co się już zna. 

Swoją przyszłość wiążesz bardziej z teatrem czy może wolałabyś być bardziej aktorką znaną z kina i telewizji?

Decydując się na szkołę filmową byłam przekonana, że moje miejsce jest przed kamerą. To tam czuję się najswobodniej. Jednak, gdy zaczynałam pracę nad spektaklem „Wywiad”odkryłam na czym polega magia teatru. Wszystko, co powstaje na scenie tworzy się wobec widza – publiczność staje się żywym świadkiem umówionych sytuacji. Wymyślone na próbie dialogi i gesty zaczynają ożywać właśnie w kontakcie z widzem, który w moim odczuciu wpływa nawet na rytm i intensywność wydarzeń scenicznych. Aktor, jeśli jest wyspany i w dobrej kondycji, jest bardzo wrażliwy na reakcje widowni. Myślę, że mniej lub bardziej świadomie sugeruje się tym, jaką energię wysyła do niego publika. Zakochałam się w teatrze, bo okazał się żywą materią. Każde przedstawienie, które do tej pory zagraliśmy było zupełnie inne. Wierzę w to, że było tak właśnie ze względu na inny skład osób, które nam przez ten wieczór towarzyszyły. 

Poznałaś już trochę świat celebrytów, powoli – chcąc nie chcąc – w niego wkraczasz. Jak Ci się podoba? Myślisz, że mogłabyś się w nim odnaleźć? Masz z pewnością już swoje spostrzeżenia.

Nie wydaje mi się, że wkroczyłam w celebrycki świat. Tak jak mówiłam, aktorstwo to kierunek sztuki, któremu sprzyja „bywanie” w obiegu, ponieważ bezpośrednio przekłada się to na popularność, a ona z kolei sprawia, że aktor dostaje więcej propozycji. Dlatego nie dziwię się osobom, które poświęcają część prywatnego czasu na wyjścia na branżową czy mniej branżową imprezę. Wiele osób traktuje to jako element swojej pracy, a nie chęć ogrzania się w blasku reflektorów – raczej narzędzie, które przyczynia się do zawodowego rozwoju. Jednak póki mogę, staram się sobie bez tego narzędzia radzić. Biorę udział w bardzo interesujących teatralnych projektach teatru Szwalnia czy w ramach fundacji Kamila Makowiaka i daję się poznać publiczności złaknionej artystycznych, może mniej powierzchownych i komercyjnych wrażeń. Póki co mi to odpowiada. 

Jak będzie wyglądała Twoja najbliższa przyszłość?

Jestem na etapie kończenia Łódzkiej Szkoły Filmowej, więc skupiam się na premierach z nią związanych. W wolnym czasie jeżdżę na castingi do Warszawy, albo na takie, które odbywają się w Łodzi. W grudniu zaczynamy pracę nad dyplomem teatralnym z Łukaszem Kosem, który tworzy genialne widowiska teatralne. Ogromnie się z tego powodu cieszę. Ruszyły już również zdjęcia do filmu dyplomowego, którym przewodniczy Łukasz Barczyk. Gram tam rolę treserki lwów, więc motyw afrykański nadal mi w życiu towarzyszy.

Czujesz się wciąż szczecinianką? Czy z racji tego, że pracujesz i mieszkasz już gdzie indziej, zmieniło się Twoje podejście?

Kocham Szczecin! Mieszkałam w Warszawie, w Łodzi, ogrom czasu spędziłam też we Wrocławiu, i mogę śmiało powiedzieć, że to u nas czuję się najlepiej. Nie jest ani za duży, ani za mały. Zna się w nim dużo ludzi, a jednak nie wpada na przyjaciół idąc z rana do sklepu w dresach. Jest niezobowiązujący, swobodny, nie jest przytłoczony tradycją i niewypalony nowoczesnością. Otwarty, tolerancyjny, przyjazny. I zielony. Jest cudowny. W 2001 roku dostałam od miasta tytuł Ambasadora Miasta, z czego jestem bardzo dumna. 

Mamy grudzień, czas prezentów… Co mogę Tobie życzyć w nadchodzącym nowym roku?

W tym roku zapach świąt kroczy za mną już od połowy listopada. A może to po prostu tęsknota za domem. W święta marzy mi się spędzenie czasu z moją ukochaną rodziną. Odpoczynek przy dobrych filmach i wspólne rozmowy o planach na nowy rok. Największe marzenie? Może po prostu żyć w zgodzie ze sobą... I dużo słodyczy!

Tego życzę i dziękuję za rozmowę. 

12( 99)
Grudzień'16