Król umiera, teatr żyje

Gdy człowiek umiera, umiera cały jego świat. Gdy umiera człowiek będący u władzy, jego świat wali się w posadach.  Król Berenger I nie chciał odejść, choć diagnoza była jasna: umrze. Ten, który potrafił zmusić naturę i poddanych do posłuszeństwa traci swą
moc, spada z piedestału. „Król umiera, czyli Ceremonie” Eugene Ionesco, to klasyka teatru absurdu. Ciągle aktualna. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Tekst na nowo zinterpretował dawno nie widziany w szczecińskim teatrze, Daniel Źródlewski. Twórca Teatru Karton – Po 9 latach – zgromadził wokół siebie młodych artystów i 20 lutego zabierze widzów do „Fumisterii”.

- Tytułowa Fumisteria to stworzone na potrzeby spektaklu fikcyjne królestwo. Opieramy się na tekście, wysuwając na pierwszy plan pojęcie „władzy” – mówi reżyser. – Mówimy m.in. o jej kadencyjności, bowiem dziś władza kojarzy nam się z kadencją, z jakimś okresem trwania. Mówimy o jej przemijaniu, czy to w wyniku wyborów administracyjnych czy przewrotów politycznych. Najważniejszym jednak wątkiem jest tytułowe umieranie, odchodzenie, nie tylko od władzy, ale w ogóle. Generuje ono wiele emocji, zachowań i pytań. To wszystko znajdziemy w spektaklu.

Król traci władzę w momencie śmierci. Bohater Ionesco buntuje się, nie chce umierać, wiadomość o śmierci przyjmuje początkowo jako żart. Upadek z tak dużej wysokości jest dla monarchy bardzo bolesny. Dokładnie tak jak w życiu. Im wyżej zajdziemy tym mocniej odczujemy utratę bycia na tzw. świeczniku.

– Mój król przypomina przemijającą gwiazdę showbiznesu – tłumaczy Tomasz Ostach, wcielający się w rolę króla Berengera I. – W pewnym momencie, kiedy jest na szczycie ma absolutną władzę, może zaspokoić każdą fanaberię, jaka przyjdzie mu do głowy. Prawdopodobnie, gdyż nie doświadczyłem tego w życiu, jest bardzo trudno spaść z samego szczytu. To też jest pewna forma umierania nad którą się pochylamy. I niekoniecznie chodzi o nas samych, ale o ludzi, jacy znikają z naszego świata. Na końcu zastajemy zupełnie sami, nie mamy już władzy do której się przyzwyczailiśmy, jesteśmy bezsilni. Choroba władzy jest bardzo trudna do wyleczenia, jeśli jest w ogóle możliwa.

Przeciwieństwem Króla i wysokości na której się znajduje, jest postać Julii, królewskiej sprzątaczki, która reprezentuje normalność, coś czego Król nigdy nie doświadczył.

– Traktuje swoją postać jak przecinek pomiędzy tym, czego ja nigdy nie miałam, a co miał on – wyjaśnia Paulina Lenart grająca Julię. – Moim podsumowaniem jest: kto miał w sumie lepiej, ja czy on? Choć narzekam na swoje życie, to ono toczy się liniowo, spokojnie. Bycie na szczycie, wchodzenie na niego nie jest warte tego upadku. Król nie potrafi wykonać żadnej banalnej rzeczy, nie ma kontaktu z rzeczywistością. Okazuje się w jednej ze scen, że cieszy go zwykłe obieranie marchewek. W tym momencie dotyka normalności, której nigdy nie miał. Moja postać jest sygnałem tego prostego, zwyczajnego życia. Pokazuje jakie wartości w życiu są najważniejsze.

„Fumisteria” to nie tylko traktat o władzy i umieraniu, to także praca wyjątkowego zespołu.

– To spektakl mocno szczeciński – dodaje Daniel Źródlewski. – Udało mi się zebrać świetną ekipę, naprawdę mocne nazwiska.

Muzykę stworzył lider zespołu Chorzy Olek Różanek. Choreografię do jego muzyki ułożył aktor Teatru Polskiego Piotr Bumaj. Niezwykłą sesję zdjęciową wykonał młody, coraz częściej doceniany fotografik Karol Henke. Do współpracy zaproszony został również znany stylista Jacek Karolczyk, który zadba o fryzury obu królowych. Na scenie zobaczymy aktorów z Teatru Nie Ma: Tomasza Ostacha (Król Berenger I), Paulę Niemczynowicz (Królowa Maria), Martę Jesswein (królowa Małgorzata), Piotr Wesołowskiego (Strażnik) i Adama Szarżanowicza (Lekarz) oraz gościnnie Paulinę Lenart (Julia) z Teatru Lalek „Pleciuga”

– Bardzo się cieszę, że udało się namówić do udziału w spektaklu nestorkę szczecińskich scen Bolesławę Fafińską, słynną Fafę. Aktorka nie pojawi się, co prawda na scenie, ale usłyszymy jej głos – dodaje reżyser. – W produkcję zaangażował się także Rafał Bajena ze Stowarzyszenia Twórców i Producentów Sztuki. No i najważniejsze – finansowa pomoc to dzieło Miasta Szczecin!

„Dawno, dawno temu albo dziś rano, za trzydziestoma czterema górami, dziewięcioma lasami, siedmioma polderami przeciwpowodziowymi i dwunastoma bezkolizyjnymi węzłami drogowymi, a dokładnie tuż obok, za rogiem było sobie Królestwo Fumisterii. Państwo to było wielkie, piękne, dumne, podupadłe, brzydkie i malejące, rządził nim wybitny, odważny, przeciętny, nijaki i tchórzliwy Bérenger I. Nie nagle, bo pod koniec spektaklu, za jakieś dwie godziny Król ma umrzeć…”.

Premiera połączona ze stypą 20 lutego o godzinie 20.00 w Akademickim Centrum Kultury, kolejny spektakl dzień później – 21 lutego o tej samej godzinie. 

Prestiż magazyn szczeciński
2( 79)
luty'15