Autor

Joanna Osińska

Dokąd zmierzamy? Czego szukamy? Czego pragniemy? Czy ścieżka naszego życia to wspólny kod? Zaczyna się tak samo: musimy się urodzić, potem idziemy do szkoły, do pracy, podejmujemy próby, aby kochać i być kochanym, potem umieramy.  Ten schemat wszyscy powielamy, ale ja próbuję przynajmniej lawirować między szczeblami tej życiowej drabiny. Tak jest ciekawiej.

Tym razem spotkałam młodego mężczyznę, jakieś 35 lat. Na twarzy kompletna szczęśliwość. Emanowało od niego tak potężne poczucie wolności, że aż niemożliwe do przeżycia w Europie, a zwłaszcza w Polsce. Może w Paryżu. U nas wszyscy zachorowali „na wyścig szczurów”. Nie chodzi o to, by żyć, ale by mieć. Ten facet zrozumiał, że takie myślenie to ślepy zaułek. Miał odwagę popłynąć pod prąd. Zwrócił się przeciwko zawodowej karierze i (jak się wyraził) przerzucaniu panienek, które wściekle polują na męża - prawnika, bo to dla nich łatwe i urządzone życie.

- Nie dyskutuję z narodzinami i śmiercią, bo to konieczność, lecz to jak i gdzie spędzę dane mi dni na tej Ziemi, to głównie zależy od tego, co zrobię, jaki kierunek wybiorę. Jestem prawnikiem, tyrałem od bladego świtu do ciemnej nocy w korporacji, w stresie, niewyspany, wiecznie zmęczony i zalękniony czy przy kolejnych redukcjach nie wyrzucą mnie z roboty. Zarabiałem, ale wciąż zadawałem sobie pytanie, czy tak ma wyglądać moja egzystencja? Po to się urodziłem, żeby jeść spać i chodzić do pracy? Od czasu do czasu iść na wódkę z kumplami  lub na randkę z dziewczyną? Chciałem czegoś więcej, poznać ludzi, którzy cieszą się życiem, bo ono samo w sobie jest po prostu piękne. Chciałem robić coś bezinteresownie. Chciałem udowodnić sobie, że Bóg stworzył ten Świat dla ludzi, żeby byli szczęśliwi, a nie po to, by cierpieli. Nigdy nie zgadzałem się z mitem o cierpieniu, które przybliża nas do nieba. Nie wierzę w to, że Bóg pod pretekstem miłości dał nam Ziemię, a potem z premedytacją zepchnął człowieka do piekła biedy i nieszczęścia. NIE WIERZĘ W TO!. Dostaliśmy wolną wolę. Każdy jest kowalem swego losu.  Postanowiłem więc kuć żelazo, póki gorące i rzuciłem moje dotychczasowe nudne życie. W tzw. międzyczasie zostałem instruktorem nurkowania i w tej umiejętności zobaczyłem swoją szansę na nowe życie.  W końcu coś muszę umieć, żeby się utrzymać, ale zawsze chciałem, aby ta umiejętność służyła gł. ludziom, a mnie tylko pośrednio. Najważniejsze jest dawać, nie brać. Wtedy człowiek jest naprawdę szczęśliwy, kiedy żyje nie dla  siebie, lecz może się komuś ofiarować, może się kimś opiekować. Nadać sens i dynamikę nie tylko swojej drodze, którą podążamy… Przecież nie jesteśmy sami. Mijamy ludzi, być może bardzo ważnych. Okażmy im zainteresowanie.  Nie przechodźmy obojętnie. Oni mogą być ważni dla nas, a my dla nich. Możemy być ich deską ratunku, brzytwą, którą tonący się chwyta. Możemy nadać im nowy sens, spowodować, że narodzą się na nowo. Czy to nie jest ważne? Czy dla takich chwil nie warto żyć? Proszę, niech pani sobie odpowie na te pytania, a przede wszystkim czytelnicy. Oto jest tajemnica. Oto jest odpowiedź - po co żyjemy, dlaczego rodzice ściągnęli nas na ten świat. Każdy może sobie znaleźć słuszny cel, jeśli jest świadomy daru jaki otrzymał. Ten dar to bycie tu i teraz. Nie czekanie na zbawienie, które nigdy może nie  nastąpić! Nie można marnować czasu. Po co zastanawiać się co będzie? Żyjmy teraz, bądźmy dobrymi ludźmi teraz, bądźmy szczęśliwi teraz. Tu jest najpiękniejszy ze Światów, bo jest nam znamy. Wiemy jakie niesie możliwości i ograniczenia: właśnie TERAZ. Wybrałem podróż do miejsca, które mnie wezwało. Azja. Pragnąłem zwiedzić ten zakątek Świata i okazało się, że warto słuchać intuicji.  Przez kilka miesięcy w roku uczę ludzi tego, co jest ukryte pod wodą, co skrywa głębokie, lazurowe morze. To jak dotknięcie kosmosu tylko w świetle słońca, a nie księżyca. Inne kilka miesięcy jestem wolontariuszem - prawnikiem. Pomagam ludziom w zapomnianych miejscach obronić się przed złem. Pozostałe kilka miesięcy pozostawiam dla siebie i podziwiam urodę tego, co mnie otacza. Cudowne, białe i ciepłe plaże Wysp Karaibskich. Jestem szczęśliwy. Znajduję spokój, spełnienie i miłość  najczulszych kobiet na świecie. Tylko tam są właśnie takie. Życzę Pani czytelnikom odwagi i takiego spełnienia, jakie ja znalazłem, kiedy się odważyłem nie być już niczyim niewolnikiem…

Do zobaczenia w następnej podróży.

Joanna Osińska

 
Prestiż magazyn szczeciński
4( 70)
Kwiecień'14