O amerykańskim święcie w Watykanie

Autor

Joanna Osińska

To było niesamowite przeżycie. Tysiące par, młodych ludzi z różnych stron świata zebrało się w jednym miejscu, aby usłyszeć tak mądre słowa… Siedziało przede mną dwoje ludzi, którzy właśnie wracali z Rzymu do Szczecina. Wyglądali, jakby niosły ich niewidzialne skrzydła. Opowiadali z taką żarliwością, jeden przez drugiego, jakby byli po audiencji u samego św. Piotra, a nie u skromnego papieża Franciszka, który pierwszy raz w historii zaprosił na Walentynki do Watykanu narzeczonych mających wkrótce się pobrać. Ta para zrobiła na mnie wrażenie. Akurat 14 lutego byłam w studiu TVP Info i relacjonowałam to spotkanie. Bardzo uważnie słuchałam papieża i zdziwiło mnie, jak wiele zapamiętali ci młodzi. – Podejmując decyzje o ślubie wiedzieliśmy, że bardzo tego chcemy, ale trudno się dziwić, że się boimy, czy damy radę. – Przykłady nie są zachęcające, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy żyje się tak szybko i intensywnie. Tym razem odezwał się chłopak: wie pani, co jest najgorsze? Już nawet nie rozwód, ale ten moment, kiedy miłość zamienia się w nienawiść. W ogóle nie mogę tego zrozumieć. Jak to możliwe? Ludzie, którzy do tej pory tak bardzo się potrzebowali, nie mogli bez siebie przeżyć dnia, jak powietrza pragnęli swojej obecności… Mijają dni, tygodnie, miesiące, może lata i nagle trzęsienie ziemi, zakochani nagle lądują na dwóch różnych biegunach i z przyjaciół stają się śmiertelnymi wrogami… – Chcieliśmy zadać komuś to ważne pytanie. Włączyła się Ona. Jak utrzymać uczucie, które na początku sprawia, że ludzie tak bardzo chcą być razem? Co robić, by miłość wciąż trwała? Recepta jest prosta, nie mogłam uwierzyć. Papież odpowiedział na to pytanie: ”… Życie razem, to sztuka, w której nie może zabraknąć trzech słów: proszę, dziękuję, przepraszam. Miłość to relacja. Ona musi powoli się umacniać, jak dom, który powstaje na silnych fundamentach. Pamiętajcie – dom buduje się razem, nie dla siebie samego. Nie pozwólcie pokonać się tymczasowości…” – Mnie podobało się, co Franciszek powiedział o kłótni. Włączył się znów On: …”Znam sekret na zachowanie miłości: niech nigdy nie zachodzi słońce nad waszą kłótnią. Nie wolno wam zakończyć dnia bez zawarcia pokoju, bez słowa przepraszam, że uczyniłam lub uczyniłem coś, co cię zraniło, wybacz proszę mój kochany, moja kochana. Pamiętajcie też o „dziękuję” każdego dnia. Za wszystko dobre co otrzymałem, otrzymałam od ciebie żono, mężu… Małżeństwo nie opiera się tylko na tym, że trwa. Bardzo ważna jest również jego jakość! To żmudna, rzemieślnicza praca. Rodzicie się na nowo, w nowych rolach, budujecie własne życie. To fascynujące, to błogosławieństwo. Nie jesteście już sami, macie obok drugą połowę. Macie wielkie szczęście, że ją odnaleźliście. I nie zapomnijcie, że w tej ciężkiej pracy musi być też święto i radość. Jest tyle powodów, żeby sobie wzajemnie dziękować. Nie zapominajcie o trzech słowach: proszę, dziękuje, przepraszam. – To było niezwykłe spotkanie. I kto by pomyślał? Amerykańskie święto, krytykowane, bo plastikowe, komercyjne, a jednak papież umiał je wykorzystać, by przekazać nam młodym ludziom, którzy dziś prawie nie wierzą w miłość, co przetrwa wszystko – tyle ważnych słów. Jestem pod wrażeniem. Jestem szczęśliwy, że podjęliśmy naszą decyzję, że we wrześniu weźmiemy ślub. Będę każdego dnia przypominał mojej kochanej dziewczynie, na pewno wkrótce także matce naszych dzieci, słowa hymnu św. Pawła o miłości: (…) gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, a miłości bym nie miał, byłbym niczym (…). Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest (…) nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego (…) wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję (…).

Do zobaczenia w następnej podróży…

 

Joanna Osińska

Prestiż magazyn szczeciński
3( 69)
Marzec'14