…a jeśli wreszcie coś poczujesz?

Autor

Joanna Osińska

Każda podróż jest niezwykła, ale ta należy do kategorii jeszcze bardziej wyjątkowych. To był mężczyzna. Dojrzały, rozsądny i doświadczony. Mądry. Opowiadał … i nagle padło to pytanie. Co mi pani radzi? Pytam, bo ufam, nie wiem czemu, ale tak. Dodał zdecydowanie. Jeśli nie zapytam, boję się, że stracę szansę na prawdziwą, głęboką, właśnie tą…

 – Miłość? Przerwałam… Proszę! Nie nadaję się na doradcę w tej dziedzinie. Dodałam rozpaczliwie. Poza tym nie wiem, czy ludzie wciąż chcą o tym czytać. Zgodził się pan przecież na opisanie tej pięknej historii, ale nie było mowy o „doradztwie”. Uśmiechnęłam się. Tyle jest nieudanych uczuć. Sama jestem zmęczona. Tak chyba wygląda życie. Szczęściarze, którym udało się znaleźć bratnią duszę, a i oni miewają wzloty i upadki. Historia mojego bohatera, a właściwie jego podejście, wydawały mi się mocno niestatystyczne. Faceci w tzw. dojrzałym wieku, kiedy tylko poczują drgnienie serca rzucają swoje dotychczasowe życie, jak gdyby nic się nie wydarzyło przez ostatnie 20-30 lat. Nieważne dzieci, żona, kredyty, majątek, wspólne dobre i złe dni – tylko fetysz nowej miłości. Nieważne jak długo będzie trwać zauroczenie. Liczy się tylko – znów to poczułem! Jestem młodszy, jeszcze tyle mogę, a już zrezygnowałem. Przecież mam prawo do szczęścia! Tłumaczą sobie zwykle desperaci, których nagle ślepe uczucie wyniosło na falę. Zapominają, że za chwilę ta sama fala, takim samym gładkim ruchem jak ten, którym popłynęli w górę, rzuci ich w morską otchłań, przemieli i wyrzuci jak rozbitków na kamienisty brzeg. Mój bohater wiedział o tym. Cierpiał. Miał łzy w oczach, ale nie płakał. Bał się swoich myśli i marzeń, które odżyły. Od bardzo konkretnego czasu nie był już mężem, ale był z kobietą. Długo. I nagle to spotkanie, które mogło zmienić jego poukładane życie w ekscytujący związek, taki jakiego każdy z nas pragnie i szuka nie dając sobie specjalnie szans na zwycięstwo. – Kiedy Ona do mnie mówi… opowiadał ze szklistymi oczami, jest tyle ciepła w każdym słowie. Kiedy patrzy, jest tyle dobra w tym spojrzeniu. Żaden jej gest nie jest ruchem egoisty. Kiedy mówi, to przypomina mi, że jeszcze istnieje piękny język polski. Kiedy się porusza, to wiem, że jest kobietą, a nie biznesem w spódnicy. Brzmienie jej głosu koi wszystko, co jest cierniem w mojej głowie i pamięci. Ona jest i niczego ode mnie nie chce. Ale wie pani w jaki sposób Ona jest?! Normalnie, prawie niezauważalnie. Jej obecność nie waży, nie przeszkadza, nie rani. A ja przy niej jestem ”tak samo lekko”. Wreszcie bez bólu, bez nudy i zrezygnowania z siebie. To radość, wolność, prawda o tym, co w nas najlepsze. -Dlaczego pyta mnie Pan o radę? Ktoś, kto tak mówi o kobiecie jest zakochanym mężczyzną. Powinien pan wiedzieć, co zrobić… – Widzi pani – za oknem pada śnieg. Gładko kładzie się bielą na ziemi. Jest czysty, dopóki ktoś nie odbije na nim swojej obecności. Myślę, że podobnie jest z naszą duszą i sercem. Moje są tak podeptane, że nie wiem, czy zdołam wywołać w sobie taką oczyszczającą zimę, od której znów lekko mógłbym przechodzić przez wiosnę, lato, jesień dostrzegając zmieniające się kolory i temperaturę powietrza. Zapomniałem, że ciepło majowego słońca może być takie niezwykle, że istnieje zapach każdej pory roku. Chcę być dla tej kobiety, jak Ona na to zasługuje. Wiem, że potrafię, ale potrzebuję czasu. Wiem też, że osoba, z którą jestem, od dawna nie ma już dla mnie miłości. To przyzwyczajenie, wspólnota, rodzaj wygody. Poukładane życie. Marzyłem, by się zakochała i odeszła, żeby była szczęśliwa. Zostałbym sam, ale mniej samotny, ze świadomością, że przynajmniej jednemu z nas udało się wyrwać z uczuciowej próżni. Tymczasem to mi przytrafia się miłość. To ja muszę zdecydować.

 – Wiele razy to mówiłam, ale w tej sytuacji warto powtórzyć zdanie: ludzie nie pojawiają się na naszej życiowej drodze bez powodu. Proszę to przemyśleć i nie zapominać o tym, co już pan przeżył i komu te radości i smutki zawdzięcza. Wtedy łatwiej zrobi pan rachunek i może podejmie decyzję…

Wtedy, w tym pociągu spotkałam mężczyznę, który mógł zamknąć jedne drzwi nie przycinając nikomu palców i otworzyć drugie gładkim ruchem jak do raju. Miał klasę i niezwykłą wrażliwość. Bóg Jeden wie, co zrobił. Mam tylko nadzieję, że jest szczęśliwy, bo na to zasługiwał.

Joanna Osińska

 
Prestiż magazyn szczeciński
2( 68)
luty'14