…jest piąta pora życia!

Autor

Joanna Osińska

Uczą nas od dziecka, że są 4 pory roku: wiosna, lato, jesień, zima. Właśnie w takiej kolejności. Mówię o tym, bo widzę, że tak szczegółowo obserwuje pani krajobraz, który umyka za oknem. Niespodziewanie odezwała się do mnie kobieta na przeciwko. Trudno mi było ocenić wiek mojej współpasażerki. Siwe, starannie zaczesane włosy, szczupła sylwetka, sportowy styl, błysk w oczach, optymistyczna twarz choć już niemłoda, to jednak nie starego człowieka. Siedziała przede mną doświadczona osoba, ale nie złamana tym, czego w życiu doświadczyła. Na dodatek świetny obserwator. Rzeczywiście patrzyłam na zimowy już świat za oknem. Był grudzień. Zastanawiałam się, że przecież przed chwilą witaliśmy wiosnę po długich mroźnych miesiącach. Gdzie się podziała? Kiedy przeminęło lato, a jesień? Może tylko dwa razy udało mi się pójść na grzyby… I znów zimno. – Tak, rzeczywiście zastanawiałam się jak szybko ucieka czas, na pewno szybciej niż jesteśmy w stanie zauważyć. Odpowiedziałam nagle wyrwana z moich myśli. Cieszyłam się nawet, bo wdzierał się do nich smutek. – Rodzimy się i jesteśmy dziećmi, to wiosna. Ciągnęła nieznajoma. Potem gotuje nam się krew w żyłach i chcemy przebudowywać świat wg naszych ideałów, zakochujemy się, zakładamy rodziny, pracujemy, wychowujemy nasze córki i synów, to lato. Pora, która wydaje się tak krótka, w porównaniu z tym, co mamy do zrobienia… A jednak dajemy radę i przychodzi jesień. Nasze dzieci odchodzą z domu wybierając własną drogę. W starym rodzinnym gnieździe robi się cicho i spokojnie. Jesień staje się bardziej interesująca, kiedy pojawią się wnuki. Wtedy jest tyle pracy, co w ogrodzie przed zimą. Zrobić weki, zebrać owoce i warzywa, zasiać oziminę. Aż wnuki dorastają i już tak bardzo nas nie potrzebują, a my czujemy, że nastała ostatnia pora życia - często w samotności, bo nie każdy mąż czy żona dociągają do dziewięćdziesiątki. – Przeraża mnie pani. Odpowiedziałam. Chce mnie pani straszyć zimą? – Dobrze, że tak pani zareagowała. Jestem wykładowcą na Uniwersytecie Trzeciego wieku i wciąż powtarzam, że optymizmu i właściwego położenia w jakim się znajdujemy, należy uczyć od młodości. Dlatego o tym pani opowiadam. Każda pora roku i życia jest piękna. A musi pani wiedzieć, że jest i piąta. – Tak wiem, przedwiośnie. Odpowiedziałam trochę poirytowana tymi opowieściami kogoś, kogo przed chwilą oceniłam jako bardzo pozytywnego. – Chodzi o to, ciągnęła dalej nie przejmując się moim wycofaniem, że w życiu najważniejsza jest miłość i zawsze może się zdarzyć, zwłaszcza wtedy, kiedy czujemy się już starzy i nikomu nie potrzebni. Nie tylko w młodości lub w wieku dojrzałym można kochać, ale także ”w starości”, czyli w piątej porze życia, kiedy mamy już grubo po sześćdziesiątce. Ludzie się tego wstydzą, mówią, że nie wypada, że to śmieszne. Siedzą więc w domach i czekają na śmierć rozpamiętując jacy to kiedyś byli piękni i młodzi. – Proszę pani! Nagle krzyknęła do mnie kobieta. – Pomyślałam, zwariowała, nawiedzona? Gdzie ten Szczecin, chcę już wysiadać? – Tak nie można myśleć! Starzy też jesteśmy piękni, a może nawet bardziej, bo mamy za sobą wóz drabiniasty doświadczeń dobrych i złych. Możemy je sobie opowiadać, żyć dla siebie w rozmowach i wspólnym spędzaniu czasu z ludźmi nam podobnymi: ze zmarszczkami, z laską, z brakiem sił, z chorobami i za 10 groszy reklamówką pełną leków. Mało romantyczne? A dlaczego? Bo tak ukształtował nas Świat! Żyć trzeba każdego dnia. To prawda - tyle jest beznadziejnych poniedziałków i niedziel, ale są także cudowne soboty i wtorki. Nie patrzmy tylko na siebie, zobaczmy innych, którzy są obok: w kościele, w sklepie, w mieszkaniu na tym samym piętrze albo na innych, w kolejce do lekarza, w parku na ławce. Każdy z tych ludzi może być naszą miłością w piątej porze życia. – Ta „wariatka” w jednej chwili stała się wizjonerką. Jednak pozytywna, uspokoiłam się. Podziękowałam za wykład i od razu uśmiechnęłam się do własnych myśli. Zobaczyłam siebie po siedemdziesiątce jak to biegam z balkonikiem po parku i krzyczę: uwagą przystojni dziadkowie jestem do wzięcia i chętnie się zakocham…, ale tak na poważnie, ta kobieta miała dużo racji. Miłość może się zdarzyć w każdym wieku. Wystarczy o tym pamiętać i nigdy nie mówić – to niemożliwe…

Do zobaczenia w następnej podróży…

Joanna Osińska

 
Prestiż magazyn szczeciński
8( 66)
Grudzień'13