Szukałam go prawie 20 lat…

Autor

Joanna Osińska

I wie pani, ze znalazłam. Już jako dziecko czułam, że gdzieś jest. Z mamą wtedy nie rozmawiałam jeszcze na ten temat, ale Ona na pewno czuła, że wkrótce przyjdzie ten moment i będzie musiała być przygotowana, by odpowiedzieć mi na kilka kluczowych pytań. Na początku, jak każde dziecko, mało rozumiałam. Wystarczała mi miłość mamy i moich cudownych dziadków. Z nimi byłam 24 godziny, bo mama ciężko pracowała, ale ważna była już sama świadomość, że jest, że mogę się do niej przytulić, że mnie kocha. Dziadkowie więc uczyli mnie życiowych prawd i mądrości dostępnej tylko najstarszemu pokoleniu. Jestem im za to bardzo wdzięczna, bo dzięki nim czuję się wyjątkowa. Moja wrażliwość i skala rzeczy naprawdę ważnych są inne niż większości ludzi. To daje siłę, by iść swoją drogą i nie krzywdzić innych. 

W miarę dorastania, w końcu zauważyłam, że kiedy chodziliśmy z Dziadkami do kościoła, inne rodziny miały trochę inny skład, ( jeśli mogę tak powiedzieć). Był jeszcze ktoś: Ojciec!!! Gdzie jest mój? To pytanie na razie pozostawało bez odpowiedzi, ale ziarno ciekawości zostało zasiane, no i to absolutne przeświadczenie – ON jest gdzieś i mnie bardzo kocha… Kiedy przyszedł czas mojej komunii św., wreszcie się odważyłam i zapytałam. Mama wiele nie odpowiedziała, prócz tego, że chciała mieć kogo kochać. Nie pytałam więcej, bo czułam w tej odpowiedzi jakiś rodzaj nostalgii, może nawet żalu, czegoś w rodzaju – gdybym mogła cofnąć czas bylibyśmy razem… Postanowiłam czekać, aż stanę się dorosła. Czekałam więc i coraz bardziej kochałam człowieka, którego nie znałam, nie wiedziałam, jak wygląda, kim jest, co robi. Wiedziałam jedynie jak się nazywa, gdzie mieszkał, gdy poznali się moi rodzice i że na pewno jest dobrym człowiekiem. Wyszłam za mąż za kogoś zupełnie niezwykłego, kto dał mi siłę i możliwości, by zrealizować marzenia – odnaleźć ojca. Wynajęłam detektywa. Czekałam tyle lat i wystarczyło półtora tygodnia, by wiedzieć wszystko, a potem już tylko kilka dni, by usłyszeć jego głos w słuchawce… Pani Joasiu-nigdy nie zapomnę tej chwili. To było tak, jakbym urodziła się nowo. Tata był wtedy w Kanadzie. Ten pierwszy raz… Boże! Rozmawialiśmy tak, jak byśmy się nigdy nie rozstawali. Od razu poczuliśmy taka niezwykłą więź, jaką wyczuwa się tylko w kochającej rodzinie. Rozmawialiśmy 4 godziny i wciąż było nam mało. Tata ma swoją rodzinę, minęło przecież tyle lat, ponad 20. Wszyscy się rozumieją i akceptują. Brzmi jak bajka, ale to prawdziwe życie… Pani Joasiu, jeśli pani może, proszę przypominać ludziom, żeby nigdy nie wątpili w swoje szczęście, że ono do nich przyjdzie, żeby nigdy nie zapominali o swoich pragnieniach i marzeniach i o sobie, że są wartościowi, że zasługują na to, co najlepsze. I jeszcze jedno, żeby pamiętali – najlepsze, co można dać drugiemu człowiekowi – to siebie, swoje światło, które kryje najlepsze uczucia i uzdrawia Świat.

Cytat do przemyślenia, cytat dla serca i umysłu, to cytat, który daje siłę: …”Miłość nas sama znajdzie, jeśli nam samym się to nie uda… Jedyne, czego nam nie wolno, to wątpić…”.

 

Do zobaczenia w następnej podróży…

 

Joanna Osińska

Prestiż magazyn szczeciński
6( 64)
Październik'13