Miłość nie wystarczy…

…naprawdę, nie wystarczy. Miłość jest tą dobrą emocją, od której wszystko może się zacząć, ale ona sama na dłuższą metę nie da rady trudom codziennego życia. Kiedy to mówię, ludzie zwłaszcza młodzi, tylko uśmiechają się z niedowierzaniem.

Autor

Joanna Osińska

Problem w tym, że o miłości mówi się jak o świetnym filmie, który porusza serca widzów, ale nikt już po wyjściu z kina nie zastanawia się nad ciągiem dalszym tego wspaniałego scenariusza. A ten dalszy ciąg, to dzień za dniem, ze swoimi radościami i smutkami we dwoje albo osobno – bo i tak bywa kiedy płyną lata w związkach małżeńskich czy wolnych. Bez różnicy. Wszystkich prędzej czy później dopada rzeczywistość.

Tyle razy słyszałam pytanie: dlaczego? Dlaczego nie jest tak, jak na początku?... Myśleliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że takie emocje mogą zdarzyć tylko raz i tylko nam. Dlaczego na początku potrafiliśmy rozmawiać o najtrudniejszym i byliśmy przekonani, że nie ma tematów nie do obgadania. Szczera rozmowa jest przecież najważniejsza. Zbliża oraz rozładowuje napięcia. Oboje tak mówiliśmy i tak robiliśmy. Więc dlaczego dziś jest odwrotnie, a nasze drogi się rozchodzą. To tak bardzo boli, kiedy się czuje, że już nic nie można zrobić.

Bywa i tak, że ludzie się kochają, a jednak się rozchodzą. I czasem to najlepszy sposób. Brzmi niedorzecznie, ale taka jest prawda. Jak długo można znosić zdradę, kłamstwa, obiecanki bez pokrycia, kłótnie, które miały być ważną, uzdrawiającą rozmową.  Jak długo można mieć nadzieję, że od dziś już będzie lepiej? Z czasem ciężar rozczarowań  tak już  przygniata, że miłość nie wystarcza i człowiek zaczyna się oswajać z koniecznością rozstania. To bardzo boli. Łatwiej jest, kiedy partnera się już nie kocha. Emocje są zupełnie inne. To zrozumiałe, ale kiedy rozpadają się wyobrażenia i marzenia związane z daną osobą, która wciąż nie jest nam obojętna… Wtedy bardzo boli. Wiemy jednak, że nie mamy co liczyć na zmianę, że partner niczym już nas nie zaskoczy. Wiemy to, bo wielokrotnie dawaliśmy szanse na poprawę sobie i temu drugiemu. I każda próba kończyła się tak samo – lądowaliśmy w punkcie wyjścia. I znów rozczarowanie, smutek, poczucie bezradności.

Można się wkurzać na powiedzenie, że miłość trzeba pielęgnować. No właśnie, nie ma innej opcji – trzeba i już. Zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i szacunek, wspólne działania – to wyjściowe koordynaty, taki szkielet niezbędny do trzymania pionu. Od tego nigdy nie można odejść, nie można zawieść. To fundamenty miłości. Ludzie oddalają się od siebie z każdym kłamstwem, zdradą, zaniechaniem,  niedbalstwem.  Kiedy jest już” tak zimno” między dwojgiem, to nie ma czułości,  ani święta, ani kina, ani kawy w kawiarni, ani chęci zrobienia czegoś innego, co będzie miłą niespodzianką. Żyje się po prostu  z dnia na dzień, z poczuciem samotności i nieszczęśliwości. Bezsens ogarnia coraz szczelniej i nie wiadomo na co właściwie czekamy.

Bycie z drugim człowiekiem to wielka odpowiedzialność. Z reguły nie potrafimy jej udźwignąć. Kto zostaje w toksycznym związku, umiera za życia, gorzknieje, zaczyna nienawidzić ludzi i siebie. Trzeba się więc ratować, czyli wyrwać z siebie kawał serca i żyć z tym, co zostało. Czy kiedyś znów komuś zaufamy, damy się porwać emocjom?

To zależy, ale im kto bardziej dorosły i doświadczony, tym mniej miejsca ma w swoim poszarpanym sercu, bo już wie, że sama miłość, nawet ta najgorętsza, bez której nie da się oddychać – nie wystarczy.

Przemyślenie: Gdyby tak można każdy dzień - przez 100 lat przeżywać, jak pierwsze chwile zakochania, gdyby tak mieć siłę zachowywać się wspaniale przez najbliższe 100 lat, jak w pierwszych chwilach zakochania, gdyby tak bardzo pragnąć żyć dla Tego drugiego przez 100 lat, jak w pierwszych chwilach zakochania, to co by było? Wtedy wystarczyłaby sama miłość.

Przepis szary jak dzień za dniem:

Ugotować makaron spaghetti aldente. Wymieszać z oliwą z oliwek, zgniecionym czosnkiem, bazylią i oregano. Trochę soli i pieprzu.  Do tego sałatka z pomidorów i obiad gotowy.

Do zobaczenia w następnej podróży…

Prestiż magazyn szczeciński
2( 53)
luty'12