Mądrość kobiety czyni cuda…

Autor

Joanna Osińska

Ppowiem Wam historię kobiety, która stoczyła taki bój. Ona wygrała, ja kiedyś próbowałam, lecz poległam. I dlatego ta opowieść jest mi bliska. Dzięki tej historii wiem, że to nie była moja wina. Wiem też, że aby życie wygrać – trzeba spotkać odpowiedniego partnera. To klucz do wszystkiego, jeśli chcemy na tym najlepszym ze światów przejść drogę we dwójkę. Myślę, że te kilka słów będzie również bliskie wielu kobietom i mężczyznom, którzy kiedyś naprawdę kochali i którym bardzo zależało.

To był deszczowy dzień. Pociąg jechał w wyznaczonym kierunku, a moje myśli wręcz przeciwnie. Były bezładne. Musiałam być smutna, co od razu zauważyła moja współpasażerka.

— Takie smutne oczy ma się tylko wtedy, kiedy nie można uwolnić się od wspomnień — odezwała się nagle.
— A jakie wspomnienia ma pani na myśli? — odpowiedziałam trochę zaskoczona.
— Te związane z uczuciami oczywiście. — uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać.

Bardzo kochałam swego męża. Byłam go pewna jak własnego oddechu. Mieliśmy dwoje dzieci i szczęśliwe życie. On był marynarzem, ale nie znikał z domu na zbyt długie rejsy. 3–5 miesięcy w morzu, potem miesiąc, dwa w domu. Do wszystkiego w życiu dochodziliśmy razem. Świetnie się rozumieliśmy i szanowaliśmy. Zawsze jedno dla drugiego było wsparciem. Kiedy wracał, planowaliśmy nasze wspaniałe życie rodzinne. Nigdy się nie kłóciliśmy. I pewnego dnia odkryłam na jego koszuli zapach innej kobiety. Na początku nie byłam w stanie przyznać sama przed sobą, co odkryłam. Taki to był szok. Ale kiedy znajdowałam kolejne koszule, musiałam już się zastanowić. W podobnych przypadkach kobiety pierwsze co robią, to dziką awanturę. Postanowiłam działać inaczej. Po pierwsze: nie dać po sobie poznać, że wiem, bo to zmuszałoby obie strony do zajęcia stanowiska bez zastanowienia się nad powagą sytuacji. Po drugie: nie robić żadnej awantury. Konfliktowe sytuacje w domu dają przewagę kochance. Ona jest zawsze cierpliwa i wyrozumiała. To do niej ucieka mąż od swojej zrzędliwej żony, która niczego nie rozumie, a już na pewno nie jego. Awantura więc mogłaby jeszcze głębiej wepchnąć mojego męża w ramiona tej kobiety. Postanowiłam działać przytomnie i inteligentnie. Zamiast hałasu wybrałam ciszę i przyjemność. Byłam nadal bardzo dobrą żoną i nie odstawiłam mojego niewiernego męża od łoża. Dużo mnie to kosztowało, ale miałam cel. Kochałam go i zależało mi na naszej rodzinie. Starałam się też organizować nam wolny czas. Wyjazdy rodzinne, długie wycieczki, wczasy, remont domu. Ponieważ oficjalnie nic nie wiedziałam o tej drugiej, zachowywałam się jak zawsze kiedy po długim rejsie wracał do domu. W tej sytuacji trudno było mu odmówić. Próbował parę razy wyłgać się nagłym wyjściem, ale moje postępowanie dobrej żony musiało najwyraźniej wzbudzić u niego wyrzuty sumienia. Ponadto znałam mojego męża i wiedziałam, że był dobrym człowiekiem. Każdy może przecież kiedyś zbłądzić. Sytuacja trwała trochę ponad pół roku, czyli tyle ile specjaliści dają na wyleczenie się z zauroczenia. Nigdy się już nie powtórzyła. Za to od tamtej pory mąż był dla mnie jeszcze lepszy niż przedtem. Nigdy się też nie dowiedział, że ja wiedziałam.

Zapłaciłam wysoką cenę. Te sześć miesięcy były dla mnie najtrudniejsze w życiu, ale wiem, że było warto wytrzymać. Dziękuję losowi, że dał mi siłę i pomysł na przejście tej wielkiej próby. To było jak w przysiędze małżeńskiej: na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie.

Dotrzymałam tej przysięgi i wszystko, co działo się potem było dla mnie wielką nagrodą...

Cytat, który doda Wam sił:
„…Wojownik wie, że mogą pojawić się nieoczekiwane przeciwności. Rusza do boju nie czekając na odpowiednią chwilę i nie słucha tych, którzy w kółko powtarzają, że porywa się z motyką na słońce. W miłości jak na wojnie
– nie da się wszystkiego przewidzieć.”
(„Wojownik Światła”, Paulo Coelho).

Krem z porów
Pory, bulion warzywny, serki pleśniowe – różne, ser żółty – plastry. Groszek ptysiowy. Przyprawy.
Pory w plastrach ugotować w bulionie warzywnym. Zmiksować na puszystą masę. Dodać pokruszone w drobne kawałeczki serki pleśniowe. Przyprawić gałką muszkatołową. Podawać w bulionówkach z groszkiem ptysiowym, przykryte plastrem żółtego sera i zapieczone w piekarniku.

Do zobaczenia w następnej podróży.

Prestiż magazyn szczeciński
8( 47)
Sierpień'11