Które miejsce w Stanach Zjednoczonych ma idelane plenery do kręcenia filmów? Gdzie swój dom kupiła Gloria Estefan i Sylvester Stallone? W Miami! Tu każdy dzień można spędzać na plaży, a na ulicach króluje kubańska muzyka.
Jej pierwsze doświadczenie po wylądowaniu w Stanach Zjednoczonych, to uderzenie fali gorąca i wilgotności. Nic dziwnego w końcu fotograf Ewa Żuk znalazła się na Florydzie. – Pamiętam, że jak na dziesiątą wieczór było wtedy przerażliwie ciepło – wspomina. Szczególnie w pamięci utkwił jej widok z balkonu na pięknie oświetlone downtown. – Od razu przyszło mi do głowy, że najpiękniejsze w Miami jest to, że oprócz jednego wyrazistego centrum miasta, wieżowce są rozsiane nierównomiernie obok kubańskiej dzielnicy, w Miami Beach i w okolicach Coconut Grove na długości kilkunastu kilometrów – mówi.
Kubańskie Miami
Zwiedzanie Miami zaczęła od miejsca, które tubylcy nazywają „Little Havana”. Tam można posmakować prawdziwej Kuby, ponieważ większość osób posługuje się tam hiszpańskim. Po objęciu władzy na Kubie przez Fidela Castro setki tysięcy Kubańczyków wyemigrowało do Stanów Zjednoczonych w większości osiedlając się w okolicach Miami. Miasto to ma więc tak ogromny odsetek kubańskich emigrantów, że spora jego część została przekształcona tak, by wyglądem przypominała Havanę.
Aby nie tracić czasu Ewa zwiedzanie rozpoczynała o nieludzko wczesnej porze. Przebudzić się rano pomagała jej kubańska kawa z „Publix Cafe”. – Serwują ją w małych kubeczkach, niewiele większych od kieliszków. Jest mocna jak diabli i od razu posłodzona nieziemską ilością cukru. Gdyby nie słodycz prawdopodobnie byłaby nie do wypicia, ale mimo wszystko bardzo mi smakuje i szybko stawia mnie na nogi – wspomina Ewa.
Kolejnym rarytasem oraz idealnym napojem na upały okazał się inny kubański wynalazek. – Był to biały napój, mieszanka nektaru z owoców guanabany z lodami waniliowymi, mlekiem i kilkoma kostkami lodu – mówi. – Byłam nim tak zachwycona, że od razu kupiłam wielką puszkę guanabanowego przysmaku w sklepie – dodaje.
W czasie jej pobytu odbywa się w „Little Havana” festiwal „Calle Ocho”, który corocznie skupia około miliona osób. Pochód imprezowiczów ciągnie się od 27th do 4th Avenue. Wszyscy tańczą na ulicy przy dźwiękach salsy i reggaetonu, wymachując przy tym flagami swoich krajów. Co kilka metrów stoją budki z kubańskim jedzeniem i zimną coroną. – To był też dobry moment na wypalenie cygara – uśmiecha się Ewa. – Co prawda zaraz po odpaleniu zaczęłam się krztusić, a do oczy napłynęły mi łzy – dodaje.
Miejska plaża
Jednym z najważniejszych punktów w Miami to plaża. „South Beach” pulsuje życiem. Słychać tu mowę różnych narodowości. – Można było rozróżnić głównie hiszpański i angielski, ale co chwilę dobiegał do mnie też niemiecki, włoski, rosyjski i francuski – mówi. Wzdłuż Ocean’s Drive, czyli głównej ulicy South Beach ciągną się sklepy, kluby i restauracje. Tuż obok ekskluzywnych perfumerii, sąsiadują małe sklepy z pamiątkami. – Na witrynach sklepowych królowały koszulki z napisami typu: „I’m in Miami Bitch”, zwiewne tuniki wysadzane są kryształkami Swarovskiego oraz bikini. Przy czterdziestostopniowym upale i dziewięćdzięsięcioprocentowej wilgotności powietrza nie jest to zbyt zaskakujące – mówi.
Choć na plaży jest wiele drobnych kamyczków, codziennie masa ludzi gra tu w siatkówkę. Pozostali wylegują się na kocach wpatrując się w turkusową wodę. – Ja podziwiałam palmy, które dziko rosły na plaży, a przyjaciółka opowiadała mi ciekawostki i smaczki tego miasta. Na przykład o hotelu, w którym kręcone były główne sceny filmu „Scarface” – mówi Ewa.
Jak w filmie
Floryda znana jest także z innych filmowych miejsc. W muzeum i ogrodach Vizcaya, należących kiedyś do buisnessmana Jamesa Deeringa kręcono „Ace Venturę” i „Bad boys II”. Ewa podczas jednego z rejsów wokół „Star Island” mogła obejrzeć sobie kilka posiadłości znanych osób. – Już wiem, że niebieski to ulubiony kolor Sylvestra Stallone, bo każdy dodatek przed jego domem ma taką barwę, a Shaquille O’Neal ma na podwórku boisko do koszykówki rozmiarów mojej sali gimnastycznej w liceum – opowiada. – Jacht P. Diddy’ego wielkością zbliżony jest do samego domu rapera, a wszystkie części „Rodziny Addamsów”, kręcone były w willi pośrodku tej niezwykle nasłonecznionej wyspy z palmami w ogródku. Widziałam też, że Vanilla Ice dzięki jednej piosence, składającej się praktycznie ze słów „Ice, ice baby…” mógł kupić sobie dom obok tych wszystkich sławnych ludzi – dodaje.
Po zwiedzaniu Miami od strony wody Ewa skusiła się też na kulinarne doznania w restauracji „Bubba Gump”, która wzorowana jest na filmie „Forest Gump”. – Przed wejściem stała malutka ławeczka z imitacją białych adidasów i pudełka czekoladek – wspomina. – Na każdym stoliku stały tabliczki z napisem „Run Forrest, Run”, a kiedy chciałam zatrzymać kelnera, musiałam odwócić tabliczkę na stronę z napisem „Stop Forrest, Stop” – śmieje się. Knajpa specjalizuje się w krewetkach z makaronem i lemoniadą z kawałkami świeżych truskawek. W okolicy jest także centrum handlowe na otwartej przestrzeni w którym można kupić wszystko, od seksownej bielizny „Victoria’s Secret”, po breloczki do kluczy „I love Miami”.
Tuż obok Havany
Key West to najdalej wysunięty na południe punkt Stanów Zjednoczonych. Droga prowadzi przez „seven mile bridge” wzdłuż kolejnych małych wysp, otoczonych turkusową wodą i zalanych słońcem. – Kiedy dojeżdżałam na miejsce marzyłam tylko o tym, żeby powylegiwać się na białej plaży, na której dziko rosną palmy kokosowe. Rzeczywistość okazała się znacznie lepsza od oczekiwań. W międzyczasie, kiedy zrobiło się za gorąco popijałam w barze na plaży mrożoną pina coladę i jadłam szaszłyki z krewetek – wspomina z uśmiechem.
Woda była niestety zbyt zimna, żeby się w niej kąpać, ale na tyle przejrzysta, że z niewielkiego pomostu można było obserwować sobie podwodną faunę i florę. Z tego miejsca bliżej już jest na Kubę niż do Miami. Key West jest oddalone niecałe 150 kilometrów na północ od Havany.
– Ten cały dzień upłynął nam na błogim lenistwie. Niestety nie zdążyłyśmy dotrzeć już do muzeum Ernesta Hemingwaya, ale udało nam się obejrzeć zachód słońca na nabrzeżu Mallory Square, które jest dokonałym punktem widokowym – dodaje.
Wieczorem leniwa wyspa ożywa. Ulice nagle robią się tłoczne, a samochody ledwo są w stanie przecisnąć się pomiędzy tłumem turystów. Key West jest mekką gejów i lesbijek w Stanach Zjednoczonych, oraz szeroko pojętego erotyzmu. Wszędzie widać tęczowe flagi, a galerie pełne są obrazów z pogranicza aktu i pornografii. – To był mój ostatni dzień na Florydzie. Wyjechałam następnego ranka, ale będąc jeszcze na miejscu zaczęłam tęsknić za kolejnymi wakacjami.









