Wojownik na wysokich obcasach

AUTOR: [node:field-artykul-magazyn-autor:title]
-

ML Studio to jedna z najprężniej działających agencji modelek w Polsce. Mieści się w jednej ze szczecińskich kamienic, a prowadzi ją Magda Lipiejko. Magister filozofii, fotograf, stylista i była modelka. Prawdziwa kobieta renesansu. Jej modelki pracują na całym świecie. Ostatnio jedna z nich zamykała pokaz Armaniego. Dziewczyny Magdy pracują zarówno w Mediolanie, Nowym Jorku, Seulu i Tokio.

Fotograf, stylista czy szefowa agencji modelek?

Fotograf to jest najważniejsza rzecz która mnie pochłania. Poprzez fotografię mogę wyrażać wszystkie swoje emocje, uczucia. To praca i jednocześnie ogromna przyjemność czyli coś o czym każdy marzy.

Twój pierwszy aparat fotograficzny?

Pentacon Six - dostałam go od taty jak miałam 15 lat. Pamiętam, że były to pierwsze zajęcia z fotografii w Liceum Plastycznym. To był aparat z którego sam korzystał w młodości. Do dzisiaj go mam, ale rzadko z niego korzystam. Nie ma co ukrywać, aparaty cyfrowe wprowadziły wiele ułatwień w tym zawodzie. Od czasu do czasu, w przypływie chwili sięgam po niego i coś tam pstrykam.

Co po fotografii?

Stylista, dopełniający pracę fotografa. Lubię to robić, wiem, że potrafię to robić i ciężko jest mi znaleźć dobrych stylistów, którzy by mnie zastąpili.

Trzeci zawód...

Szefowa agencji modelek i co się z tym wiąże: booker, agent, matka trzydziestu młodych panien oraz swojej własnej. Fajnie byłoby z czasem stworzyć zespół ludzi uczestniczących w tworzeniu ML Studio. Na pewno nie zwolni mnie to od tego, żeby cały czas w tym siedzieć, bo jeżeli chce się coś robić w pełni profesjonalnie to nie można np. po roku stwierdzić „wy sobie to róbcie, a ja jadę na Hawaje”. W tym zawodzie trzeba mieć rękę na pulsie, szczególnie gdy się jest szefem.

Skąd pomysł żeby w ogóle zajmować się modelingiem ?

Jak byłam nastolatką to bawiłam się w modelkę. Co prawda to były zupełnie inne czasy niż teraz, agencje dopiero się tworzyły. Trochę pracowałam w Polsce, ale najważniejsze doświadczenia zdobyłam w Nowym Jorku. Stąd też wiem jak to się robi. Takie doświadczenie bardzo pomaga mi w prowadzeniu firmy, a także fotografowaniu mody, bo mogę spokojnie wejść w rolę modelki i wyobrazić sobie co ona czuje w tym momencie, co potrzebuje, czego się boi.

Jak trafiłaś do Nowego Jorku?

To był wyjazd zupełnie nie związany z pracą. Jest to faktycznie miasto niesamowitych możliwości, gdzie twoje życie może odmienić się w sekundę. I tak spotkałam przez przypadek osobę, która zaprosiła mnie do jednego pokazu. Brałam udział m.in. w pokazie projektantki tworzącej dla domu mody Fendi. Przy okazji pokazów i sesji zdjęciowych odkryłam jedną rzecz, nie lubię gdy się mną rządzi na planie. A modelka na planie nie może mieć swojego zdania, musi być jak plastelina, musi dawać sobą kierować całej ekipie i wcielać się w narzucone role. Szybko stwierdziłam, że to nie dla mnie i że z powodu mojego charakteru nigdy nie będę dobrą modelką. Będąc jeszcze w Nowym Jorku zaczęłam robić zdjęcia moim koleżankom modelkom i tam też powstało moje pierwsze portfolio.

I po powrocie do Polski wiedziałaś co będziesz robić ?

Oczywiście, że nie wiedziałam. Najpierw studiowałam historię sztuki, później trafiłam do Akademii Sztuk Wizualnych w Poznaniu, później miałam zryw na reżyserię w Łodzi. Chciałam być filmowcem. Film miał być ukoronowaniem moich pasji, bo poza fotografowaniem pisałam, malowałam, grałam na pianinie. Zdawałam na reżyserię, ale się nie dostałam. Z jednej strony czułam zawód, ale usłyszałam kilka słów od jednego z profesorów, że jednak dobrze się stało, że nie zostałam przyjęta na uczelnię, ponieważ ucierpiałaby na tym moja wrażliwość, a zawód reżysera wymaga żelaznego charakteru. Finalnie trafiłam na filozofię, ale przez cały ten czas świat mody był obok. Kiedy wpadłam na pomysł stworzenia własnej firmy miała być to początkowo agencja fotograficzna, ale podczas pisania biznes planu dotarło do mnie, że byłoby idealnie połączyć to z agencją modelek.

Twoja agencja mieści się w domu. W pięknej kamienicy naprzeciwko parku. Dość oryginalnie.

Myśląc agencja modelek widzimy pomieszczenie, w którym znajduje się kilkadziesiąt komputerów, przed każdym siedzi booker i rozmawia z klientami. I tak to właśnie wygląda, ale tylko w przypadku ogromnych agencji typu Next czy IMG. A wszystkie pomniejsze opierają w dużej mierze na jednej osobie.

A jak wynajdujesz dziewczyny ?

Pięć, sześć z nich jest wziętych dosłownie z ulicy. Wygląda to tak, że idę po mieście, rozglądam się i czasem jakaś dziewczyna zwróci moja uwagę. Równie dobrze to może być sklep spożywczy czy sushi bar. Kilka modelek wyłowiłam z sieci, ze stron gdzie dziewczyny umieszczają swoje zdjęcia. Ponadto, codziennie otrzymuje mnóstwo formularzy zgłoszeniowych. Jednak jestem bardzo wybredna i potrafię w ten sposób w ciągu dwóch miesięcy wyłowić jedną, maksymalnie dwie dziewczyny.

Na co zwracasz uwagę patrząc na dziewczynę? Co musi mieć taka osoba, by mogła pracować u ciebie ?

Ważne są proporcje ciała. Modelka musi być szczupła, długa, raczej drobnej kości, długie nogi, długa szyja, ładne dłonie, wzrost czyli minimum 175 cm. Jeśli chodzi o twarz to tutaj nie ma jednego kanonu. Na pewno rysy klasyczne: mały nos, duże oczy, wydatne usta i kości policzkowe. Ale jeszcze fajniej jest gdy dziewczyna ma to coś, że nie można od niej oderwać wzroku, że przyciąga. To może być nawet mały zgrzyt, coś nie do końca harmonijnego w twarzy, nawet mała skaza. I to jest świetny wabik. Później mamy taką Lindę Evangelistę, która ma nos jak klamka, a jest topem absolutnym czy Larę Stone z wielką przerwą miedzy zębami.

Wspomniałaś „twardy biznes”. Co dokładnie masz na myśli ?

W tym niełatwym, specyficznym biznesie zaczynają pracować dziewczęta, które maja 15 lat. Warto sobie wyobrazić, że te kilkunastoletnie dzieci w przeciągu paru tygodni zostawiają wszystko: rodziców, koleżanki, wszystkie stare nawyki i nagle muszą lecieć na kontrakt do Tokio, na dwa miesiące. Jest to szok psychiczny dla takiej osoby, nawet gdy wiadomo że agencja będzie się nią opiekowała, że dostanie tygodniówkę, ze ma tam zapewnione mieszkanie, ze agenci trzymają nad nią piecze. Taka czy inaczej jest to poważna sprawa. Te młody osoby po takim jednym wyjeździe zagranicznym nabierają cech osoby dojrzałej, która potrafi o siebie zadbać, potrafi się zachować w wielu niełatwych sytuacjach, świetnie mówi po angielsku, w końcu zdobywa obycie na castingach i spotkaniach z ważnymi klientami modowymi.

A co z zarzutami i całą debatą publiczną na temat anoreksji, którą świat mody podobno promuje ?

Zawsze był jakiś model urody. Wystarczy prześledzić całą historię sztuki. Zawsze istniał taki a nie inny kanon. Z promocją anoreksji bym nie przesadzała. Chodzę po ulicy, rozglądam się za dziewczynami i w naszym pięknym mieście widzę nastolatki, którym boczki wylewają się z dżinsów. I tych jest większość. Raczej martwiłabym się że młodzież niezdrowo się odżywia, a później wygląda tak jak wygląda. Anoreksja jest chorobą bardzo poważną i nie dotyka wyłącznie modelek. Jasne, że zawód modelki oparty jest przede wszystkim na powierzchowności i wizerunku, ale autentycznie chora dziewczyna w tym zawodzie nie dałaby rady na dłuższy dystans. To jest zawód, który wymaga poświęceń i anorektyczka czy narkomanka, bo też i taka krąży opinia o modelkach, nie da rady w tym zawodzie. Jeżeli modelka ma oparcie w agencji, rodzinie, ma dystans do swojej pracy i poczucie własnej wartości to jej to nie grozi.

A w tobie dziewczyny mają oparcie ?

Długo miałam podejście „mamy”, czyli traktowania agencji jako familiady. Z biegiem czasu, po wielu doświadczeniach dotarło do mnie, że nie wystarczy być dobrą mamą. Biznes to biznes, a ten modelingowy jest twardy i wiele wymaga ode mnie i od moich modelek. Dziewczyny mają we mnie przyjaciela, opiekuna, ale pewien dystans należy zachować. Większość modelek musi czuć pewien rodzaj presji, bo nie każdy jest posłuszny i nie każdy szybko się uczy. Trzeba non stop dbać o siebie, o wygląd, o dietę, trzeba nauczyć się znosić porażki, kiedy na przykład nie wybiorą nas w czasie castingu. Wiele modelek odpada z tego powodu, że nie potrafi nabrać dystansu, pokory i cierpliwości.

A ty jak znosisz porażki, jak się cieszysz z sukcesów ?

Jestem bardzo emocjonalna. Przeżywam cały czas, zarówno porażki dziewczyn jaki i ich sukcesy. Kiedy dowiedziałam się, że jedna z moich modelek – Misha - zamykała pokaz Armaniego, popłakałam się ze szczęścia. Warto mieć wizerunek zimnej bizneswoman, ale wiem kiedy mogę sobie pozwolić na wyluzowanie.

Jak wygląda twój przeciętny dzień?

Kiedyś byłam typową sową i lubiłam pracować w nocy. Od paru miesięcy, jak zajęłam się bardziej kontraktowaniem modelek na Azję, potrafię wstać o 5 rano, zrobić sobie kubeł kawy z mlekiem i miodem, odpalić komputer i tak posiedzieć do 8 - 9 prowadząc dysputy z azjatyckimi agencjami modelek. Potem jest chwila przerwy i po 11 budzi się Europa, po czym w godzinach 17 - 18 budzi się Nowy Jork i tamtejsze agencje. Właściwe mogłabym pracować całą dobę (śmiech). Ważny moment w moim dniu to moja córka, którą trzeba zawieść do szkoły, sprawdzić co w zeszytach i jeszcze poczytać przed snem. Do pracy agencyjnej dochodzą niekiedy sesje i wtedy rozpoczyna się istne szaleństwo. Czasami zaczynamy o 10, a kończymy o 3 rano następnego dnia.

Co na to twoja córka ?

Dla niej to jest chleb powszedni, stoi i ziewa. Czasem modelki u nas nocują, jeśli są to dziewczyny spoza Szczecina, i w przerwach spacerują po domu, na przykład w samych obcasach i haleczce. Matylda spojrzy, wzruszy ramionami i tyle. Podejrzewam, że mówi o tym w szkole i czekam tylko kiedy zostanę wezwana przez panią wychowawczynię na dywanik (śmiech).

ANETA DOLEGA

Prestiż magazyn szczeciński
(35) Czerwiec'10