Kobieta – arcydziełem natury…

Joanna Osińska Dziennikarka TVP

Autor

Joanna Osińska

Co ciekawe, to słowa mężczyzny, ja jedynie przyjęłam je z wielkim zadowoleniem. Usłyszałam także: ”…Gdyby nie kobiety, to mężczyźni do tej pory siedzieliby na drzewach…”

 

Nasza droga przez życie, jest jak podróż. W jakim kierunku podążymy w znacznym stopniu zależy od tego – kogo spotkamy i czy będziemy umieli Go słuchać.

Jak w swojej wędrówce natknęłam się na wielu interesujących i mądrych ludzi, wśród nich znalazł się Ryszard Kotla – to właśnie ten mężczyzna, który kobiety uważa za arcydzieło natury. Od niego - człowieka renesansu, kopalni wiedzy na tematy wszelkie, miłośnika Szczecina - usłyszałam wiele pięknych opowieści o kobietach, które on sam uważa za pierwotne źródło wszystkiego co dobre. Najlepsze, co może się w życiu mężczyzny wydarzyć – to spotkanie tej jedynej – niewiasty, która nada sens istnieniu, wszystkim podejmowanym działaniom, myślom, marzeniom.

Mężczyźni, podobnie jak kobiety, pragną miłości. A czym jest miłość? Ciekawą odpowiedź na to pytanie daje Eric - Emmanuel Schmidt – pisarz:

„…Największa przygoda, jaką można przeżyć, to miłość, która trwa…”.

Znacznie łatwiej mnożyć kolejne romanse, niż być w jednym związku. To ogromna inwestycja: serca, pożądania i wyobraźni. A w relacji z kimś bliskim zdarzają się momenty totalnej pustki. Człowiek obojętnieje, pożądanie spada do zera… Żeby związek mógł trwać, obie strony bardziej muszą cenić sobie miłość niż osobiste szczęście.

„Miłość to wielki luksus. Na co dzień trzeba zadowolić się szacunkiem…”.

A szacunku uczymy się od najmłodszych lat, w rodzinie. Matka – kobieta ma tu rolę najważniejszą, zwłaszcza jeśli idzie o syna. Mądra macierz nie wychowa egoisty i egocentryka lub tyrana, który będzie wymagał od płci przeciwnej hołdu lennego każdego dnia. Nie stworzy zakompleksionego nieudacznika, który bez mamusi nie wypierze własnych majtek, nie mówiąc o żoninych (nawet w czasach pralek automatycznych).

W temacie wychowania synów przez matki, ciekawą postać wydobył dla mnie, właśnie Ryszard Kotla. Chodzi o Dhuodę, żonę Bernarda z Septymanii, babkę Wilhelma zwanego Pobożnym. Ta kobieta, mądra niezwykle, napisała wybitne dzieło: „Podręcznik dla syna”. Unika w nim moralizatorstwa i pouczania, którego nie znosi żaden dorosły, a co dopiero dzieci. Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe. Zapominamy o tym – prawda? Wrogiem dorosłych są ich kompleksy, głównie z dzieciństwa. Ci, którzy je mają nigdy nie będą potrafili potraktować swoich dzieci jak partnerów. Zawsze to będą podmioty, rozwydrzone, niewdzięczne bachory. I koło się zamyka, bo w przyszłości nasze dzieci będą tak samo traktowały nasze wnuki.

Dhuoda, może trochę przesadzała, ale zgodzę się z nadrzędnym celem, który jej przyświecał. A mianowicie: Mój syn, córka, moje dziecko, to osoba, której winna jestem szacunek i uznanie. Muszę je nauczyć tego samego w stosunku do mnie. O czym pisała Dhuoda w podręczniku dla swojego syna?

- Mój Wilhelmie, okazuj sympatię i uznanie temu lub tym, przez którego, lub których pragnąłbyś być uznawany. Kochaj, poważaj, dobrze przyjmuj i szanuj wszystkich, a zasłużysz na ich wzajemność.

- Staraj się mieć zawsze książki, które będziesz czytać, przeglądać, rozpamiętywać i zgłębiać. Szukaj nauczycieli, którzy Ci je objaśnią i dostarczą Ci wzorów dobrego postępowania.

- Ci, którzy pławią się w bezwstydnych uciechach, cóż zyskali, jeśli nie nicość. Piękne i szlachetne drzewo daje piękne liście i rodzi dobre owoce. To samo dzieje się z człowiekiem szlachetnym i uczciwym. Zechciej, synu mój, szczepić się na tym właśnie drzewie.

Jeżeli weźmiesz sobie do serca te pożyteczne nauki, to smutek oddali się od Ciebie i doświadczysz radości życia…

Wymagamy od mężów, partnerów, żeby byli dobrzy, zaradni i silni psychicznie…

Wymagamy od mężów, partnerów, żeby nie robili z nas kuchty domowej i sprzątaczki…

Wymagamy od mężów, partnerów, aby byli czuli, kupowali nam kwiaty i mieli fantazję…

….pamiętajmy o tym wychowując synów.

Przepis miesiąca pt.; „Ugotuję z Synem”.

Usiądź tu synu, pokażę Ci jak się obiera ziemniaki, a potem je razem ugotujemy. Zobaczysz, jak wtedy inaczej smakuje – lepiej. A kiedy się już nauczysz, to czasem ugotujesz mi obiad. Kiedy zmęczona przyjdę z pracy, będę miała na stole gotowy, ciepły posiłek.

A kiedy będę już stara, będziesz się mną opiekował, bo tego Cię nauczyłam i Twoje serce.

Do zobaczenia w następnej podróży.

Joanna Osińska.

Wykorzystano fragmenty tekstów luźnych ze zbiorów prywatnych Ryszarda Kotli oraz - fragmenty artykułu z „Twojego Stylu” o Ericu-Emmanuelu Schmittcie – „Ulisses w lawendzie” (nr majowy 2010 r.).

 

Prestiż magazyn szczeciński
( 35)
Czerwiec'10