Sky is the limit

Wysoki, postawny, uśmiechnięty. Charyzmatyczny dowódca orkiestry i rozmówca. Rune Bergmann od roku jest pierwszym dyrygentem i dyrektorem artystycznym szczecińskiej Filharmonii. Jego żywiołowość, połączona z doskonałym warsztatem i kreatywną interpretacją dzieł muzycznych, sprawia, że wymieniany jest wśród najlepszych młodych dyrygentów krajów skandynawskich. Zaskakuje nas otwartością i ogromnym poczuciem humoru. Bez problemu daje się namówić na zwariowaną sesję w świątecznym stylu. Praca z nim to prawdziwa przyjemność – jest uprzejmy i na luzie. Z miejsca podbija serca całej ekipy „Prestiżu”.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Pamiętamy twoją pierwszą konferencję prasową. Filharmonia, złota sala, zakończona próba i zjawiasz się uśmiechnięty. Na pytanie o to, jaka powinna być orkiestra odpowiadasz: „happy & sexy”! To wywróciło całkowicie styl myślenia o muzyce klasycznej, która przez wielu nazywana jest przecież muzyką poważną. Dlaczego muzycy powinni być „happy & sexy”?    

Nigdy nie zapomnę tej chwili. Nie chodzi o to, by myśleć o muzyce w sposób mało poważny, ale o to, by nadać jej energię i entuzjazm, na który zasługuje zarówno muzyka, jak i publiczność. Zawsze, kiedy występuję, daję z siebie wszystko. „Happy” to pozytywne emocje oraz radość z życia i pracy, którą wykonujemy. „Sexy” nie ma to nic wspólnego z seksem, a jedynie z pewnością siebie i pewnego rodzaju energią, którą ma poczuć publiczność, kiedy dla niej gramy. 

A kiedy Ty czujesz się „happy & sexy”? 

Czuję się szczęśliwy, gdy pracuję z ludźmi. Kiedy gram wypełnia mnie szczęście i pewność siebie. Kiedy wykonujemy nasze najlepsze utwory sprawiamy, że publiczność jest tym podekscytowana.

Kiedy mały Rune postanowił zostać muzykiem?  

Moi rodzice byli namiętnymi pasjonatami muzyki, choć bez żadnego wykształcenia w tym kierunku. Zdarzenie, które zmieniło moje życiei ukształtowało moją przyszłość, miało miejsce w noworoczny poranek. Mój ojciec obudził mnie nad ranem i zapytał czy chciałbym zobaczyć noworoczny koncert z Wiednia. Pamiętam niesamowitego dyrygenta Carlosa Kleibera. Po 10 sekundach jego dyrygowania uwerturą do „Zemsty nietoperza”, odwróciłem się do moich rodziców i powiedziałem,że właśnie to chciałbym robić w życiu. 

Jak to się stało, że jeden z najzdolniejszych norweskich dyrygentów został dyrektorem artystycznym i pierwszym dyrygentem w szczecińskiej Filharmonii?  

Jak zwykle w takich sytuacjach był to przypadkowy zbieg okoliczności. Niewiele wiedziałem o samym mieście, ale kiedy poczułem energię z sali, orkiestry i z publiczności, całkowicie zakochałem się w tym miejscu.

W każdym wywiadzie podkreślasz, że Szczecin ma cudowną Filharmonię i bardzo zdolnych muzyków. Mimowolnie stałeś się ambasadorem Szczecina. Jak się z tym czujesz?  

Jestem po prostu bardzo szczęśliwy i zaszczycony, mogąc być częścią szczecińskiego zespołu i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby umocnić pozycję Szczecina na muzycznej mapie świata. Lubię każdą chwilę spędzoną z tą publicznością i tymi muzykami.

A jak Ci się podoba nasze miasto? Podobno już trochę je zwiedziłeś. 

Dobrze się czuję w Szczecinie. Lubię chodzić po mieście, bo poznaję nowych ludzi. Często są to osoby z naszej publiczności. Szczecin jest bardzo ciepły i przyjazny. Zwiedziłem już wiele pięknych miejsc. Lubię tutejsze restauracje i muzea. Mam nadzieję, że stale będę odkrywał coś nowego. 

Z racji wykonywanego zawodu dużo podróżujesz i koncertujesz
na światowych scenach. Poznałeś już wiele kultur, gdzie czujesz się najlepiej?

Interesujące jest podróżowanie i poznawanie ludzi. Jest coś wyjątkowego w każdym mieście i kraju. Wszędzie są dobre i złe rzeczy, ale na szczęście posługujemy się tym samym językiem muzycznym. Jestem zawsze bardzo szczęśliwy, gdy spotykam się z muzykami, którzy są podekscytowani tym, co robią i chcą jeszcze innych tym zainspirować.

Zaraz święta. Doszły nas słuchy, że w zeszłym roku przemawiałeś do muzyków w czapce świętego Mikołaja. Poznałeś trochę naszych zwyczajów? Któreś ci się spodobały? 

Niewiele wiem o Waszych zwyczajach, ale odnoszę wrażenie, że jest wiele podobieństw w tradycjach świątecznych w Norwegii i tutaj. Postaram się znaleźć różnice po tych najbliższych świętach (śmiech).

A jak polska kuchnia? Lubisz nasze jedzenie? 

Miałem szczęście próbować wielu polskich potraw, ale największe wrażenie zrobiły na mnie polskie ziemniaki. Natomiast jednym z moich ulubionych dań są schabowe. 

Jak kuchnia to i gościnność. Czy zaznałeś słynnej, polskiej gościnności? 

Szczecińskie restauracje zdały sobie sprawę, że jestem dużym i głodnym Wikingiem, więc bardzo się o mnie troszczą (śmiech). Restauracja PerSe naprzeciwko Filharmonii jest moim drugim domem.

Jak wyglądają tradycyjne święta w Norwegii? Czy przygotowuje się je rodzinnie? Wspólnie gotujecie, wychodzicie do restauracji?

Boże Narodzenie w Norwegii i Polsce jest bardzo do siebie podobne. Sprzątamy dom i poświęcamy dużo czasu na przygotowanie jedzenia. Odwiedzamy kościół, jemy wspólnie kolację i otwieramy prezenty. Szczególnie dzieci są tym zawsze podekscytowane. Nie siedzimy cały dzień przy stole, lubimy jeździć na nartach, to świetna rozrywka dla całej rodziny.

Jak odbiera Szczecin i Polskę Twoja rodzina, którą czasem zabierasz tutaj ze sobą? 

Nie wiedzieli wcześniej za dużo o Szczecinie, ale zawsze są podekscytowani powrotem do tego miasta. Również moi przyjaciele odwiedzający Szczecin byli pod jego wrażeniem, szczególnie spodobała im się sala koncertowa i orkiestra.

Wróćmy do muzyki – część naszych czytelników nie wie, że oprócz dyrygentury jesteś także niezwykle zdolnym jazzmanem i grasz na trąbce. Czy jazz pozwala Ci się odprężyć po pracy?

Absolutnie. Jazz był zawsze ważną częścią mojego życia. Muzyka Milesa Davisa mnie relaksuje. A żeby się pobudzić słucham Mozarta i Mahlera.

To kolejne przełamanie stereotypu, że muzyk klasyczny oddany jest wyłącznie muzyce tzw. „poważnej”. Ja do tej pory znałam tylko jednego – Francesco Tristano, wybitny pianista i znawca Bacha, po godzinach jest świetnym Dj’em grającym w najlepszych klubach techno (grał w obu odsłonach również w Filharmonii). Więcej jest takich osób w Waszym środowisku? 

Niestety nie ma ich zbyt wielu. Na szczęście część z nich wychodzi poza ramy muzyki klasycznej. Teraz docenia się artystów, niekoniecznie za to, co tworzą w jednym gatunku muzyki, ale też za to, co robią poza nim. Dla mnie samego zawsze chodzi o robienie dobrej muzyki, a nie o konkretny gatunek czy styl.

Skoro już rozmawiamy o pracy, to jak najłatwiej wytłumaczyć, po co na scenie jest dyrygent?

Podstawową rolą dyrygenta jest poprowadzenie dużej grupy najlepszych, profesjonalnie wyszkolonych muzyków. Używając wyłącznie języka ciała, nadaje im ten sam kierunek i cel. Najważniejszą częścią tej pracy jest inspirowanie muzyków do wspólnego działania. Tutaj wszyscy muszą się poczuć „happy & sexy”. (śmiech) 

Czy dyrygent się myli? W końcu jest kapitanem i nawigatorem na statku zwanym orkiestrą?

Oczywiście, każdy popełnia błędy. Na szczęście, nie zdarza się to często, ale jako dyrygent musisz być zawsze przygotowany, skoncentrowany i w pełni oddany temu co robisz.

Na czym według Ciebie polega fenomen Edwarda Griega i który z norweskich kompozytorów jest Twoim ulubionym? A kto spoza Norwegii?

Edvard Grieg pod wieloma względami reprezentuje Norwegię jako kraj, jej muzyczny krajobraz. Słuchając jego muzyki możesz poczuć i zobaczyć norweskie góry i fiordy. Kompozytor, który żył w tym samym okresie, ale jest mniej znany to Johan Svendsen. Skomponował cudowną narodową muzykę romantyczną i jestem bardzo podekscytowany tym, że w styczniu, podczas koncertu prezydenckiego wykonam jego „Norweski karnawał”. Niedawno poznałem kanadyjskiego kompozytora Vincenta Ho. Praca z żyjącym twórcą, jest zawsze ekscytująca. Polska ma również wielu świetnych kompozytorów, moim największym odkryciem jest twórczość Mieczysława Karłowicza. Nie mogę się doczekać, żeby wziąć na warsztat więcej jego muzyki.

Jaką płytę ostatnio przesłuchałeś i zrobiła na Tobie wielkie wrażenie? 

„Cztery ostatnie pieśni” Richarda Straussa. To czyste piękno pod każdym względem. 

Święta za pasem, zbliża się czas prezentów. Co chciałbyś znaleźć pod choinką? Może jakieś Ferrari wśród batut? Jest w ogóle coś takiego?  

Nowa batuta jest zawsze miłym podarunkiem, ale różdżka, taka jaką miał Harry Potter, byłaby lepszym prezentem (śmiech). Jedno z życzeń, które mam w tym roku, jest dla moich szczecińskich muzyków – spędźcie wspaniałe i relaksujące święta Bożego Narodzenia.

O Norwegach krążą różne stereotypy. Z jednej strony waleczni jak Wikingowie, z drugiej chłodni i zdystansowani do innych. Najdziwniejsze jakie słyszałam: w związku z tym, że przez pół roku jest w Norwegii ciemno, łatwo tu o… szaleństwo. Ach… i ponoć nie macie pojęcia o dobrej kuchni. I nie lubicie Szwedów. A jak muzyka to black metal. Jak to z Wami jest naprawdę? 

Wydaje mi się, że w Norwegii jest wiele różnych typów ludzi, tak jak w innych częściach świata (śmiech). Dzięki temu, że częściej podróżujemy i korzystamy z mediów społecznościowych, tych różnic jest co raz mniej. Jednak każdy kraj ma swoją osobowość. Mam nadzieję, że my Norwegowie jesteśmy na świecie odbierani jako ludzie spokojni, mili i godni zaufania.

A posiadasz swoje narty biegowe? 

Oczywiście, że mam (śmiech). Myślę, że każdy Norweg je ma. Norwegowie kochają jazdę na nartach i w czasie zimy jeździmy na „biegówkach” tak często jak to jest tylko możliwe.

„Tylko niebo może być granicą dla orkiestry” – to Twoje słowa. Co masz na myśli? 

To zawsze zależy od samej orkiestry, ale tylko nasza wyobraźnia i motywacja mogą nas powstrzymać przed rozwojem. Zawsze staram się ogarnąć nieoczekiwane, zamiast skupiać się na problemach wolę szukać ich rozwiązania. Wiem z własnego doświadczenia, że pracując wystarczająco długo i ciężko można wiele osiągnąć.

I na koniec co jest granicą dla Rune Bergmanna?  

Żadnych granic! Nie zatrzymuj się i rób tak by ludzie czuli się „happy& sexy”! 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Aneta Dolega
Foto: Adam Słomski
Produkcja sesji oraz skład: Agata Tarka

Podziękowania dla Filharmonii Szczecin za pomoc w realizacji materiału

 

 

 
Rune Bergmann

Rune Bergmann oprócz tego, że jest genialnym dyrygentem, jest również utalentowanym multiinstrumentalistą. Gra na trąbce, fortepianie, altówce i skrzypcach. Pełni funkcję dyrektora artystycznego Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie i dyrektora muzycznego kanadyjskiej Calgary Philharmonic. Studiował dyrygenturę chóralną i orkiestrową u Andersa Ebiego, Jina Wanga oraz Jormy Panuli w Szwedzkim Królewskim Kolegium Muzycznym. Ukończył z wyróżnieniem helsińską Akademię Sibeliusa w Finlandii. Wcześniejsze funkcje, które pełnił Maestro Bergmann to Generalny Dyrektor Muzyczny Filharmonii i Teatru w Augsburgu w Niemczech. Był także gościnnym pierwszym dyrygentem Orkiestry Symfonicznej miasta Kowno (Litwa)
od 2013 roku oraz dyrektorem artystycznym nowatorskiego norweskiego festiwalu Fjord Cadenza. 

11( 110)
Grudzień'17