Święta w tropikach

Choinka, śnieg, Mikołaj, prezenty… z tym kojarzą nam się święta Bożego Narodzenia. Anna i Bartosz Dawidowscy czas ten spędzają zupełnie inaczej, w bajkowej scenerii – najczęściej na bezludnych wyspach, w swoim pływającym domu.  

Autor

Andrzej Kus

Święta na wodzie spędzają od dwóch lat. Wtedy też zdecydowali, że kończą z rutyną. Pozbyli się niemal wszystkiego: sprzedali mieszkanie, kupili i wyremontowali w Szczecinie trimaran i wypłynęli w nieznane. Postanowili, że przez najbliższe lata będą mieszkali na łodzi i pływali po różnych odległych zakątkach świata. 

– Święta spędziliśmy na wodzie już dwa razy. Za każdym razem było to niesamowite doświadczenie. Z jednej strony wysoka temperatura, słońce, brak gorączki zakupowej nie budowały standardowego nastroju świąt, ale z drugiej strony choinka na bezludnych wyspach albo rastamańskie knajpki, w których lał się rum, a z głośników wydobywał się głos Boba Marleya powodowały, że klimat świąt był, i to jaki! – opowiada Ania Dawidowska. – Pierwszą Wigilię w naszym nowym domu spędziliśmy na południowych Karaibach, w archipelagu wysp o nazwie Tobago Cays. Razem z całą załogą naszych znajomych byliśmy na jednej z bezludnych wysp na typowej kreolskiej uczcie, szykowanej przez lokalesów, na którą składały się: grillowane ryby, homary, pieczone banany, platany i inne przysmaki. Talerze, sztućce i napoje trzeba było przywieźć swoje. Taki urok tych miejsc. 

Kolejne święta spędzili na ich ukochanej wyspie: Saint Lucia. – To również południe Karaibów, gdzie obecnie mamy wielu znajomych, a szczególnie nam bliska jest rodzina Zaki, lokalnego artysty. Razem ze swoja żoną Leą prowadzą kawiarnię i artshop, w którym można kupić słynną maskę Zaki oraz wypić najlepszą kawę na świecie. Zaka własnoręcznie ją zbiera, a następnie z Leą pracują nad nią łącznie do jej zaparzenia. Aby zapracować na filiżankę tego wyśmienitego trunku, razem z Leą nie raz obierałam kawę, plotkując przy tym o kobiecych sprawach – opowiada Anna.
Właśnie w tej kawiarni urządzili w ubiegłym roku świąteczną kolację na której obecna była ich rodzina, dzieci oraz cała załoga trimarana. Było wesoło, smacznie, dużo muzyki, gry na instrumentach. A jak wyglądał Sylwester? – Także był magiczny, szczególnie w tamtym miejscu, gdzie dwie piękne góry wystrzeliwują na 800 metrów prosto z morza. Nad nimi były: księżyc, gwiazdy i niebo pełne rac, które tego wieczoru żeglarze mogą wreszcie zużyć – wspomina Ania. 

Na Karaibach i Bahamach święta nie są obchodzone aż tak rytualnie, jak w Polsce. Nie ma w związku z nimi specjalnych potraw, czy obrzędów. 

– Gdy zapytałam znajomych, czy nie spotykają się ze swoją rodziną w tym czasie na kolacji, byli bardzo zdziwieni. Dla nich to dzień jak co dzień. To chyba właśnie magia tych miejsc, które wybieramy, że nie dociera do nich wiele komercyjnych aspektów – chociażby samych świąt. Celebrują każdy dzień. 

To podróż ich życia i sposób na życie

Podróżnicy przyznają: Bartek o takim stylu życia marzył od zawsze. Wszystko co robił pokierował w taki sposób, by zrealizować swój cel. Gdy poznał się z Anią – dziewczyna podłapała pomysł i dołączyła do niego. Przez wiele lat intensywnie pracowali, nawet na dwóch etatach. W między czasie urodziła się im dwójka dzieci. Wreszcie kupili nowy pływający dom, spakowali się i wypłynęli. 

– Do nowego domu wprowadziliśmy się we wrześniu 2015 roku, kiedy Julian miał 6 miesięcy, a Kuba 2 lata. Od Szczecina, przez Portugalię, Wyspy Kanaryjskie, przeprawę przez Atlantyk, Stany Zjednoczone, Karaiby, Bahamy - zrobiliśmy już około 30 000 mil morskich. Obecnie Bartek cały czas pracuje, co w praktyce oznacza, że często zostaję z dziećmi na łodzi a on w tym czasie lata jako pilot. Ja natomiast, oprócz wychowania dzieci, organizacji życia na łodzi, zajmuję się naszym blogiem czy inicjatywą Sail Oceans. Od kilku miesięcy bardzo aktywnie pracujemy nad uruchomieniem własnego kanału na YouTube, w którym publikować będziemy filmy o alternatywnym sposobie na życie, naszej podroży, wychowaniu dzieci w trochę inny sposób. To wszystko właśnie pod nazwą Sail Oceans. Dodatkowo organizujemy kilka razy w roku dla chętnych rejsy po Karaibach, co pomaga nam w utrzymaniu łodzi – opowiada Dawidowska. 

Ich dom na wodzie jest bardzo często oblegany. Przylatuje do nich rodzina, znajomi czy znajomi znajomych. Wspólnie zwiedzają, spędzają ze sobą czas, odkrywają niezbadane przez nich dotąd zakątki. Ania z Bartkiem do Polski natomiast przylatują raz w roku. 

Dzieci i ich nauka

Czteroletni Kuba potrafi sterować już małą motorówka, stawia pierwsze kroki w hiszpańskim i angielskim. 2,5 – letni Julian nieźle dorównuje mu w tempie. Gdy Dawidowscy cumują w jakimś miejscu na dłużej starają się, żeby dzieci od czasu do czasu chodziły do lokalnego przedszkola, by miały kontakt z rówieśnikami. – Wiemy, że to jest równie ważne. Jeśli chodzi o dalszą edukację, na początku planujemy zdalnie uczyć dzieci, by połączyć nasz styl życia z ich potrzebami. Docelowo prawdopodobnie zatrzymamy się naszym domem gdzieś na dłużej. Poza tym chcemy, żeby dzieci uczyły się świata poznając go na co dzień, na żywo, nowe miejsca, ludzi, kultury, języki. Lekcje biologii, fizyki, geografii mają w praktyce. Życie na łodzi uczy odpowiedzialności, myślenia przyczynowo-skutkowego. Dzieciaki uwielbiają kiedy przydziela im się zadania, kiedy czują się odpowiedzialne np. mogąc prowadzić łódkę – opowiada mama. 

Dawidowscy mają bardzo ambitne plany. Najbliższą zimę spędzą na Karaibach, wiosną 2018 planują przepłynąć Atlantyk, aby lato spędzić w Europie, głównie w okolicy Azorów, potem Hiszpanii, Portugalii, następnie Wysp Kanaryjskich. Na zimę 2019 chcą wrócić na kilka miesięcy na Karaiby, aby wyruszyć w stronę Panamy i przez Kanał Panamski na Pacyfik. Od dawna marzy im się Francuska Polinezja, a docelowo Azja.

– Za dwa lata chcielibyśmy wyruszyć w podróż dookoła świata, do czego aktywnie się szykujemy. Wtedy Bartek nie będzie mógł już pracować albo będzie to mocno ograniczone. Stąd też pojawił się pomysł uruchomienia wideoblogów, w których oprócz naszego pomysłu na życie, podróżowania z dziećmi, chcemy pokazać miejsca które odwiedzamy, naturę niczym nieskażoną, a przede wszystkim niesamowitych ludzi, których spotkamy na naszej drodze, często niezwykle utalentowanych, mieszkających na końcu świata. Kanał prowadzony będzie w języku angielskim, dzięki czemu chcemy dotrzeć do ludzi na całym świecie. Jest portal Patroen.com, na którym będziemy prezentować naszą ideę na życie rodzinne, a osoby którym ten pomysł się podoba mogą nas wesprzeć poprzez wysyłanie np. dolara za video, które publikujemy. W Polsce może nie jest to jeszcze popularne, ale znamy sporo ludzi, którzy żyją tylko z tego, a nie brakuje też ludzi którzy chcą wspierać ciekawe inicjatywy. Mamy nadzieję, że nasza jest właśnie taka. Dzięki temu będziemy mogli wyruszyć naprawdę na koniec świata i pokazać wszystkim te miejsca, kulturę oraz ludzi – podsumowuje Ania Dawidowska. 

11( 110)
Grudzień'17