Czerwona maskarada

Idziemy o zakład, że większość czytających te słowa, ma takie zdjęcie w swoim archiwum z dziecięcych lat. Założymy się, że większość pamięta to tak: miało być przyjemnie i beztrosko, ale zazwyczaj był krzyk, płacz i lekki horror. Bo jak się nie bać starego, grubego faceta ubranego w czerwony płaszcz ozdobiony watą z doczepioną, mocno przerzedzoną brodą, który cedzi przez zęby zachrypniętym szeptem: „Chodź do Mikołaja”. A przerażone dziecię, na miękkich nogach, idzie dzielnie na kolanka. Ach te święta…  

Autor

Daniel Źródlewski

Listopadowe kolegium redakcyjne „Prestiżu”. Jest kawa, są ciasteczka. Na tapecie numer grudniowy. Wiadomo, musi być o świętach. Burza mózgów trwa kilkadziesiąt minut: jak spędzają święta znani i lubiani szczecinianie – było, jak świętują przedstawiciele innych kultur – oklepane, wymarzone prezenty pod choinką – ile można, ulubione potrawy – litości… Redaktorzy przygryzają wargi, niektórzy zapędzają się w geście myślenia i wystawiają delikatnie język z ust. Czoła zmarszczone, zęby zaciśnięte (uprzednio schowany język). Cisza. Dźwięk przesuwających się coraz szybciej wskazówek zegara wydaje się być odgłosem artylerii prowadzącej działania wojenne w okolicach placu Mickiewicza. Mamy! Zdjęcie z Mikołajem! Każdy od razu nieco się krzywi, ale nie na sam pomysł, lecz swoje wspomnienie. Wszyscy mają zamknięte oczy, a na wewnętrznej stronie powiek trwa projekcja seansu z pierwszego zapamiętanego spotkania ze Świętem Mikołajem. Błyskawiczna podróż do czasów, kiedy byliśmy pewni, że istnieje. Skrzywienie szybko ustępuje uśmiechowi, by nie rzec feerii śmiechu, która wydobywając się przez uchylone okno na ulice, zaniepokoiła przechodniów, rzucających w nasza stronę podejrzliwe spojrzenia. Niezrażeni podejmujemy decyzję: Robimy!

Słowa w czyny. Dzwonimy, pytamy, prosimy, zapraszamy. Nikt nie odmawia. Wszyscy sięgają do zakurzonych albumów i szukają adekwatnych fotografii. Za każdym razem powtarza się scena z redakcji, wszyscy reagują niemal tak samo. Każda z rozmów szybko staje się przyjemną pogawędką, momentem powrotu do dzieciństwa. Wywołanie owego spotkania ze Świętym Mikołajem z miejsca uruchamiało kolejne. Choć jest połowa listopada wszyscy myślą już o świętach Bożego Narodzenia. 

A ów Pan w czerwonym z białą brodą? Cóż dziś Mikołaje są doskonalsi, przynajmniej w temacie „fashion”, ale to za sprawą rozwoju sektora tekstylnego. A co z faktem, że rzekomo nie istnieje? Przecież, każdy z nas może nim być. I to bez tego całego anturażu…  

Fundujemy zatem naszym czytelnikom fotograficzny album z przeszłości, który mamy nadzieję, będzie inspiracją do podróży w czasie. Chcemy Wam podarować chwilę wytchnienia od świątecznego szaleństwa zakupowego, kuchennego i tego z zakresu konserwacji powierzchni płaskich i pionowych, prowadzonej przy pomocy cudownych płynów, sprayów i pianek, koniecznie o obowiązkowym w tym okresie aromacie pieczonego jabłka lub cynamonu. Popatrzcie na te młode buzie. Niektórzy podarowali nam swoje najpiękniejsze wspomnienia. Poczujcie święta! 

11( 110)
Grudzień'17