Życie na wstrzymanym oddechu

Kultowy film Luca Besson’a „Wielki Błękit”, którego kanwą jest rywalizacja dwóch fenomenalnych nurków, oparty jest na prawdziwym współzawodnictwie między Francuzem Jacquesem Mayolem a Włochem Enzo Maiorca. To właśnie obraz Bessona rozpropagował nurkowanie swobodne, czyli freediving. Na zwierzenia namówiliśmy Bartka i Daniela, dwóch wielbicieli tego sportu, którzy pomiędzy nurkowaniem, a pracą opowiedzieli o swojej największej miłości. Twierdzą, że jedynym ograniczeniem freedivingu jest… umysł.

Autor

Aneta Dolega

„Wiesz co zrobić żeby spotkać syrenę? Musisz zejść na samo dno morza, gdzie woda już nie jest niebieska, gdzie niebo jest już tylko wspomnieniem i unosisz się tak w ciszy. Zostajesz tam. Chcesz umrzeć dla nich. Tylko wtedy się pojawiają. Wyjdą, pozdrowią cię i ocenią twoją miłość do nich. Jeżeli jest szczera, prawdziwa, to zostaną z tobą, zabiorą ciebie na zawsze.” Ten cytat pochodzi z „Wielkiego błękitu”, filmu Luc Besson’a, który jest pochwałą freedivingu. Zgadzacie się ze słowami bohatera? Czy ten film, uważany za kultowy, miał również wpływ na Was?

Daniel: Piękny i bardzo poetycki opis tego, co odczuwa się pod wodą. Nie jestem tylko przekonany co do stwierdzenia, że chce się umrzeć oraz do ostatniego zdania, że coś mnie zabierze na zawsze. Zdecydowanie wolę jednak wrócić cało na powierzchnię. Poza tym zdecydowanie zgadzam się, że można tam spotkać syrenę i całą masę równie niesamowitych morskich stworzeń. Film obejrzałem wieki temu jak tylko pokazał się w kinie. Po prostu odjechałem, a wychodząc z kina byłem przez dłuższy czas w zupełnie innym świecie. Jest dla mnie wyjątkowy. Wtedy nie miałem jeszcze oczywiście pojęcia, że w przyszłości będzie mi dane uprawiać ten sport.

Bartek: „Wielki błękit” widziałem raz. Mam problem z oglądaniem takich filmów, również dokumentalnych. Denerwuje mnie, że to nie ja tam jestem (śmiech), więc nie mogę się spokojnie cieszyć z ich oglądania. Faktycznie jest tak, że przy schodzeniu na dno, towarzyszy niesamowite uczucie. Panuje cisza, jesteś sam, dookoła tętni życie podwodnego świata. Możesz zatrzymać się i je oglądać albo spadać dalej. Jedna minuta spędzona na takiej głębokości, w stanie nieważkości, trwa w nieskończoność. Freediving to najbardziej relaksujący ekstremalny sport jaki istnieje.

Skąd freediving wziął się w waszym życiu?

Bartek: Freediving wyśniłem sobie... poważnie. Ludzie często mają sen, że latają, ja zawsze miałem taki sen, że mogę oddychać pod wodą. Wystarczyło, że będę wolno nabierał powietrze i mogłem nurkować w nieskończoność. Jak to bywa we śnie nie zastanawiał mnie jego brak logiki. To taka moja wersja latania, to mój ulubiony sen... Poza tym kocham wodę, obojętnie czy to woda do picia, czy spada ona z nieba, jest z miejskiej fontanny, czy to spokojne jezioro, rwista rzeka lub wzburzony ocean. Woda orzeźwia, daje życie, z niej wyszliśmy na pewnym etapie ewolucji, w niej spędziliśmy 9 miesięcy przed urodzeniem, to z niej w większości składa się nasze ciało... Dlatego lubię wszelkie wodne sporty takie jak pływanie, nurkowanie czy surfing. To ostatnie jak na razie tylko lubię, jeszcze nie umiem, ale znajdę na to czas i miejsce – podobnie jak na kajta. Pierwszy raz zetknąłem się z freedivingiem kiedy przypadkiem wszedłem do studia jogi, które jednocześnie było ośrodkiem freedivingowym. W środku leciał filmik, na którym małe czarne postacie z ogromnymi płetwami nurkowały na zatopionym wraku. W pierwszym momencie pomyślałem, że to animacja, bo to, co oni robili nie było według mnie możliwe. Potem założyłem, że muszą mieć po prostu jakieś małe butle z tlenem... a potem dowiedziałem się, że to wszystko jest na jednym oddechu. „To mój sen” pomyślałem. Pół roku później zrobiłem kurs freedivingu (SSI Level 1 – przyp. red.) i tak to się zaczęło. 

Daniel: Generalnie robię to z tych wszystkich powodów, o których mowa powyżej. Przeniesienie się w inny świat w stanie nieważkości sprawia ogromną frajdę, mówię tu o rekreacyjnej odmianie freedivingu. Jeżeli chodzi o wyczynową, to mamy do czynienia z innego typu doznaniami. W karaibskich wodach, które są bardzo zasolone, trzeba się trochę napocić i dodatkowo obciążyć kilogramem ołowiu, żeby zejść na około 15 metrów, potem jest już „freeride”. Zjeżdża się na dół jak winda na totalnym relaksie. Dla mnie jest to sport wyjątkowy, ponieważ moim przeciwnikiem jestem tu wyłącznie ja i to, co siedzi w mojej głowie. Wiara we własne możliwości odgrywa tu ogromną rolę, zależy od tego 90% sukcesu. Pozostałych parę procent to techniczne umiejętności i trening. 

Nurkowanie na wstrzymanym oddechu to nurkowanie dla samego nurkowania? Jaki to ma sens?

Bartek: Rozumiem, że pytasz dlaczego freediving a nie nurkowanie z butlą?

Dokładnie tak.

Bartek: Oba te sporty dają Ci możliwość poznania podwodnego świata... i na tym ich podobieństwo się kończy. Odkąd zacząłem uprawiać freediving, nurkowanie z butlą stało się dla mnie trochę zbyt „pozbawione pazura”. Lubię jak coś się dzieje, więc zazwyczaj chodzę nurkować, a z butlą tylko na jakieś bardziej wymyślne wyprawy jak np. nurkowanie w nocy czy we wrakach. Kiedy nurkujesz z butlą musisz stale monitorować poziom tlenu, pamiętać żeby wynurzyć się z odpowiednią prędkością, zrobić przerwę między nurkowaniami, itd. Oprócz tego, cały sprzęt, który masz na sobie często ogranicza twoje możliwości – np. nie możesz nurkować w wąskich tunelach... We freedivingu nie ma tych wszystkich ograniczeń, jedynie twoje własne ciało i umysł. Relaksujesz się na powierzchni, bierzesz największy wdech jaki potrafisz i schodzisz w dół. Powoli… metodycznie, nie marnując na zbędne ruchy energii, a co za tym idzie tlenu. Po 10-15 metrach zmienia się twoja pływalność i zaczynasz opadać. Wiele osób myśli, że skoro nie możemy oddychać to musimy się pod wodą męczyć i stresować. Oczywiście, tak jest na początku, trening freedivera polega między innymi na tym, aby nauczyć swój umysł oraz ciało tego, że jesteśmy w stanie wytrzymać bez dawki nowego powietrza o wiele dłużej niż nam się wydaje. Freediving to sport gdzie kontrolowanie umysłu to klucz do sukcesu. Oczywiście dobra forma fizyczna również pomaga, ale koniec końców to umiejętność relaksowania się i trzymania w ryzach emocji sprawi, że będziesz dobrym freediverem. 

Jeszcze jeden cytat z „Wielkiego błękitu”, bardzo piękny. „Jakie to uczucie, kiedy schodzisz pod wodę? To tak, jakbyś się ześlizgiwała, ale nigdy nie upadasz. Najgorsze jest wtedy, kiedy jesteś na dnie. – Czemu? - Bo nie możesz znaleźć powodu, dla którego warto wrócić na powierzchnię... Ciężko mi znaleźć jakiś powód.” A jak jest z Wami? Jakie to uczucie? 

Daniel: Jest tam tak pięknie i spokojnie, że nie ma się ochoty wracać z powrotem do grawitacji. To oczywiście mija w momencie, kiedy ma się już przemożną potrzebę, żeby zaczerpnąć łyk powietrza. Swoją przygodę z nurkowaniem zaczynałem od scuba, czyli nurkowania z butlą. Byłem wtedy przekonany, że jest to najlepsza rzecz na świecie, jednak kiedy zacząłem nurkować bez butli, stwierdziłem, że są jednak lepsze i od tego czasu nie założyłem już ciężkiego złomu na plecy. Z butlą jest się pod wodą gościem, natomiast na wstrzymanym oddechu całkowitą jednością z otaczającą naturą. Ryby i inne stworzenia podpływają blisko, są ciekawskie, chcą sprawdzić co to za dziwne stworzenie przypłynęło w odwiedziny. Pod wodą panuje cisza, nie towarzyszy dźwięk wydychanego tlenu, nie unoszą się miliony bąbelków.

Bartek: Na samym początku nurkowałem z kolegą i on nie mógł wytrzymać pod wodą dłużej niż minutę. Za każdym razem kiedy schodził pod wodę, nerwowo zerkał na zegarek aż w końcu wracał na powierzchnie przed upływem 60 sekund. Zabrałem mu ten zegarek i powiedziałem, że jestem cały czas nad nim, że jest bezpieczny i tym razem zamiast patrzeć na zegarek, ma słuchać siebie i ocenić, kiedy jest czas wracać... Wrócił po 1:30 min. „It’s all in your head” (wszystko jest w twojej głowie – tłum. red.) – freediverzy powtarzają to cały czas (śmiech). Jeden z pionierów tego sportu, który pobił kilkanaście światowych rekordów w schodzeniu jak najgłębiej, opowiadał to samo. On też do dziś, schodząc pod wodę prowadzi dialog z diabełkiem na ramieniu, który każe mu już wracać, mówi że to już za głęboko i że skończy mu się powietrze. Nasz umysł może być naszym największym przyjacielem i chronić nas przed popełnianiem błędów, ale często jest też naszym największym wrogiem i zatrzymuje nas przed odkrywaniem nowych miejsc i łamaniem barier, które istnieją tylko w naszych głowach. Lubię te bariery łamać, dla mnie nowa bariera to 50 metrów głębokości, dla niego to pewnie ponad 120 m, ale oboje w głowach przechodzimy przez to samo.

Wasz dotychczasowy rekord przebywania pod wodą w ten sposób?

Bartek: Ciężko odpowiedzieć na to pytanie jedną cyfrą. Nie można porównywać czasu spędzonego pod wodą, kiedy nurkujesz jak najgłębiej, kiedy starasz się pokonać jak najdłuższą odległość pod wodą mierzoną w poziomie, albo kiedy nabierasz powietrze i zanurzasz twarz w wodzie i starasz się wytrzymać jak najdłużej na jednym oddechu. Wszystkie te czynności, których nazwy brzmią: constant weight, dynamic i static są traktowane jako odrębne dziedziny na zawodach.), z uwagi na to, że wymagają trochę innych umiejętności.

Na czym to polega?

Bartek: W pierwszym przypadku, na pewnej głębokości (ok 15 m – przyp. red.) zmienia się twoja pływalność i zaczynasz „opadać”. Nie zużywasz powietrza do ruszania rękoma czy nogami, możesz się po prostu zrelaksować i skupić na wyrównywaniu ciśnienia. Trzeba przy tym pamiętać, żeby zawrócić w odpowiednim momencie, bo grawitacja która jest źródłem tego boskiego uczucia, kiedy opadasz - zmieni się w twojego wroga w drodze powrotnej. Moje nurkowanie do 40 m zajmuje około 1 min 30 sek. W przypadku kiedy masz na celu przepłynięcie jak najdalszej odległości pod wodą, musisz cały czas używać rąk i nóg, aby się nie zatrzymać. Sztuką jest znalezienie właściwego balansu między machaniem płetwami, a szybowaniem z rozpędu. To pierwsze zabiera ci tlen, a to drugie go oszczędza, ale spada szybkość z jaką płyniesz, więc możesz nie dopłynąć tak daleko jak zamierzałeś. Mój najlepszy wynik to 125 m, zajęło mi to około 2 min 30 min. Trzecia dyscyplina to tak zwana statyka, polega na tym, aby wstrzymać oddech na jak najdłuższy czas. Nie trzeba nigdzie płynąć, tylko się zrelaksować i być świadomym tego kiedy się wynurzyć... chwila nieuwagi może cię kosztować utratę przytomności. Mój najlepszy wynik to 6 min 26 sekund. Jest jeszcze freediving rekreacyjny, nazywany też przez nas agresywnym snorkelingiem. Tutaj zazwyczaj nurkujemy na około 1-2 minuty. To czysta zabawa i nikt nie bije żadnych rekordów. W praktyce daje to około minuty, trzeba doliczyć czas na zejście i powrót, żeby popływać po wraku, tunelach koralowych lub poleżeć na dnie i pooglądać życie pod wodą.

Daniel: Aktualnie jest to 46 metrów, natomiast w trakcie zawodów w konkurencji wstrzymania oddechu udało mi się zanurzyć na 5 minut i 48 sekund.  Do rekordu świata trochę brakuje, ale nieźle jak na amatora zajmującego się tym w miarę od niedawna. Ciekawostką jest fakt, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu badacze ludzkiego organizmu twierdzili, że śmiałka, który zejdzie tak głęboko zmiażdży ciśnienie. Od tego czasu ludzie schodzą na coraz większe głębokości i wracają cało na powierzchnię, a podręczniki do fizjologii są za każdym razem poprawiane. Aktualny rekord świata wynosi 129 metrów, a jeszcze pięć lat temu wynosił 80 metrów. Żeby mieć dobre rezultaty, trzeba się doskonalić równolegle w następujących rzeczach: psychika, czyli wiara w swoje możliwości, wytrzymałość organizmu na brak tlenu i zwiększoną ilość dwutlenku węgla oraz odporność na ciśnienie wody. Wszystko to przychodzi z czasem. Nie można pobijać rekordów za szybko i schodzić zbyt głęboko, albowiem można się przez to nabawić tzw. barotraumy, czyli ściśnięcia płuc. 

To bardzo niebezpieczny sport? 

Bartek: Nie uważam żeby freediving był sportem niebezpiecznym. Dla mnie „niebezpieczeństwo” sportu oznacza, że z dużym prawdopodobieństwem możesz stracić życie lub doznać trwałego uszczerbku na zdrowiu, jak na przykład BASE Jumping (swobodne spadanie ze spadochronem z obiektów tj: urwiska górskie, mosty– przyp. red.). We freedivingu nabierasz powietrza i schodzisz pod wodę. Jeśli brakuje ci powietrza - to w każdej chwili możesz wypłynąć i go nabrać - co w tym niebezpiecznego? Nie jesteś uzależniony od żadnych urządzeń, które mogą się zepsuć, nie musisz odczekać odpowiedniej ilości czasu przed wynurzeniem – jest to najbardziej naturalny dla ssaków sposób spędzania czasu pod wodą. Wykorzystujemy to, co dała nam natura i rozwijamy umiejętności, które zostały zaniedbane przez lata mieszkania na lądzie. Jest to sport ekstremalny, bo jest uprawiany w warunkach uważanych przez większość za nie do końca naturalne dla człowieka. Możesz oczywiście sprawić, że twój freediving stanie się niebezpieczny tak samo jeśli zaczniesz grać w szachy na krawędzi wulkanu… Jeśli nie będziesz przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa o których uczą na kursie freedivingu, to zmieniasz ten sport w niebezpieczny, ze swojej własnej winy i głupoty.

Nigdy się nie baliście? 

Bartek: Jasne, że tak! Wielokrotnie będąc w połowie tunelu, widząc jak daleko jest wyjście, albo kiedy zawróciłem na zbyt dużej głębokości i zorientowałem się ile jeszcze muszę pokonać, żeby być na powierzchni. Pomyślałem - ok, no to teraz przesadziłem, chyba się w końcu doigrałem... wtedy zaczyna się zabawa z własnym umysłem: wyjście z tunelu jest tam, im szybciej zaczniesz machać nogami tym szybciej z niego wypłyniesz, im bardziej się zrelaksujesz, tym mniej zużyjesz powietrza i tym dalej i bezpieczniej dotrzesz. Freediving, rozwija w tobie umiejętność zachowania zimnej krwi w stresujących sytuacjach. Mamy takie powiedzenie: „if you have to speed up – slow down” (jeśli musisz przyspieszyć – zwolnij – tłum. red).

Zdarzyły Wam się niebezpieczne sytuacje?

Bartek: Niebezpieczną sytuację miałem jedną. Poszliśmy z kolegami nurkować w nocy w tunelach z rafy. Moich dwóch kolegów wpłynęło pierwszych. Mi zajęło chwilę aby włączyć latarkę, trzeba dodać, że widoczność w nocy na 10 metrach jest jak w atramencie, ale pomyślałem, że ich dogonię... tak się jednak nie stało. Znalazłem się w tunelu i dotarło do mnie, że nie wiem gdzie jest wyjście. Wcześniej miałem nadzieję, że będę pamiętał gdzie ono jest ponieważ nurkowałem w tym tunelu podczas dnia... niestety w nocy wyglądał on zupełnie inaczej... zacząłem panikować. Zawróciłem aby wypłynąć tą samą drogą, którą dostałem się do tunelu i okazało się, że za mną jest ściana. Zacząłem się zastanawiać jak to się stało, że za mną też jest ściana, przecież jakoś tutaj wpłynąłem. To był jeden z tych momentów w życiu kiedy pomyślałem, że to koniec. Ostatecznie podjąłem decyzję aby płynąć w kierunku gdzie tunel był najszerszy, wiedziałem, że albo będzie tam wyjście albo nigdzie już nie wypłynę... na szczęście okazało się, że popłynąłem we właściwym kierunku. Następną godzinę spędziłem na powierzchni starając się uspokoić walące jak młot serce. Po wszystkim okazało się, że do tunelu wpłynąłem przez komin, wyjście było nade mną. Panika sprawiła, że zupełnie o tym zapomniałem.

Daniel: Pamiętając o zasadach bezpieczeństwa, freediving nie jest aż tak niebezpieczny, jak się powszechnie uważa. Odpukać, nie miałem jak do tej pory takich sytuacji. 

Jacques Mayol, guru freedivingu, powiedział: „Morze jest moją kochanką. Kocham się z nią, kiedy nurkuję”. 

Daniel: Jako wodne stworzenie utożsamiam się z panem Mayole. Mam ogromne szczęście uprawiać codziennie nurkowanie na karaibskich Kajmanach, czyli w jednym z najbardziej nadających się do tego celu miejsc na Ziemi. Pod wodą, która ma zwykle około 30 stopni, można zobaczyć niesamowicie fascynujące i piękne rzeczy.  

Jakie będą Wasze kolejne rekordy?

Bartek: „Sky is the limit” (niebo jest limitem – tłum. red.), albo raczej bottom of the ocean (dno oceanu – tłum. red) – (śmiech). Następne zawody, w których będę brał udział są w maju. Chciałbym do tego czasu nurkować na głębokość 60 m, wstrzymać oddech na 7 minut i przepłynąć 150 m pod wodą. Aby to osiągnąć chce wziąć udział w kursie dla zaawansowanych freediverów i do tego kupić monifin, która jest o wiele bardziej wydajna niż normalne płetwy. Myślę, że są to osiągnięcia w moim zasięgu i jak na kogoś kto uprawia ten sport od półtora roku i nigdy nie uprawiał żadnych sportów profesjonalnie to całkiem dobre wyniki. Poza tym dla mnie freediving to przede wszystkim zabawa, przygoda i niesamowita szkoła charakteru – rekordy są fajne, bo pozwalają ci ocenić postępy jakie czynisz, ale nie one są najważniejsze.

Daniel: Trudno to przewidzieć, ponieważ przez dłuższy czas nie udawało mi się zejść głębiej niż 40 metrów, aż tu nagle w ostatnią niedzielę udało mi się niespodziewanie „zaliczyć” 46 i to bez „squeeza”, czyli barotraumy. A to już oznacza, że 50-tka jest w zasięgu płetwy!

 

Bartek Jeske, szczecinianin, mieszkał w Wielkiej Brytanii, Australii a od 2015 roku na Kajmanach. Pracuje na giełdzie jako trader. Poza freedivingiem uprawia skydiving i praktykuje jogę. Jest weganinem (współprowadzi wegańską restaurację). Wielbiciel podróży i festiwali z muzyką elektroniczną.

Daniel Czarnocki, pochodzi z Gdańska, mieszkał w Belgii i USA a od dwóch lat na Kajmanach. Z zawodu jest fotografem. Poza fotografią i freedivingiem uwielbia wycieczki rowerowe i podróże.

zdjęcia:  Julie Corsetti https://www.instagram.com/juliecorsetti/

              Mark Tilley https://www.instagram.com/mr_tilford/

9( 108)
Październik'17