Matterhorn nie dla Ewy i Zbyszka

Ewa Huryń oraz Zbyszek Kapuściński wrócili do kraju. W lipcu podjęli się arcytrudnego zadania. Chcieli pokonać ultramaraton, a następnie wspiąć się na Matterhorn. Plan wykonali tylko w połowie. 

 

Autor

Andrzej Kus

Dopisało zdrowie, forma oraz sprzęt. Do wykonania zadania w stu procentach zabrakło tylko jednego – szczęścia. – Najpierw pobiegnę w Austrii w biegu górskim na 50 kilometrów, a następnie wejdę od strony włoskiej, trudniejszą drogą, na alpejski szczyt Matterhorn – mówiła przed rozpoczęciem wyzwania Ewa Huryń, biegaczka oraz… szczecińska księgowa. Jechała pełna nadziei, ale i pewności, że uda się jej – razem ze swoim partnerem Zbyszkiem Kapuścińskim - dokonać obu tych rzeczy. 

Zaczęło się doskonale. Ultramaraton na dystansie 50 km Ewa pokonała w czasie lekko ponad 8 godzin. Zajęła 7. miejsce w swojej kategorii. – Następnego dnia, z samego rana ruszyli w 800-kilometrową trasę do Włoch, aby 9 godzin później zameldować się u stóp Matterhornu – opowiadają przedstawiciele firmy Polmotor Subaru Team, sponsorzy, którzy byli obecni podczas całego wydarzenia. – Po szybkim przepakowaniu, oraz śnie, rano wyruszyli na Matterhorn. Pogoda u stóp góry nie nastrajała optymistycznie, było gorąco, padał deszcz, a z każdym metrem w górę widzieli coraz bardziej zamrożony i ośnieżony szczyt.

Ewa i Zbyszek z 50-kilogramowymi plecakami, dotarli do schroniska, w którym przebrali się w suche i cieplejsze ubranie. Od schroniska pogoda drastycznie się zmieniała, na wysokości 3000 merów n.p.m padał śnieg na przemian z deszczem, skały były pokryte cienką warstwą lodu, która nie pozwalała na przebicie się rakami. Kilkaset metrów dalej, widoczność została ograniczona tak bardzo, że dalsza wspinaczka była niemożliwa. Ze względów bezpieczeństwa Ewa ze Zbyszkiem podjęli decyzję o zakończeniu wspinaczki. Obfite opady deszczu oraz śniegu nie dały szansy również w zdobyciu grani Zugspitze i Alpspitze.

 

8( 107)
Wrzesień'17