Drezna w Dreźnie

To jedno z najbardziej fascynujących miejsc w Europie. Fascynujących, nie pięknych! Choć na pocztówkach zobaczymy wyłącznie barokowe ikony, to Drezno jest eklektycznym tworem, z szokującym przemieszaniem stylów. Tu architektoniczne koszmarki sąsiadują z osławionymi ikonami, tu wciąż widać nie zasklepione wojenne blizny. Drezno ma jednak coś niepowtarzalnego – absolutnie osobną (osobliwą?) atmosferę. Nie należy jej jednak szukać w okolicy tych najbardziej znanych budowli. Drezno, to tak naprawdę kilka miast w jednym. Każda z dzielnic ma totalnie (!) odmienny charakter. Nie tylko architektoniczny. 

Autor

Daniel żródlewski

Kiedy patrzy się na stare fotografie miasta trudno uwierzyć, że zostały wykonane w tych samych miejscach. O wojennej apokalipsie miasta i jego wciąż trwającej odbudowie powiedziano, pokazano i napisano już chyba wszystko. Jeszcze bardziej wciągające jest porównywanie aktualnego stanu z tym z okresu zjednoczenia Niemiec. Wówczas pojedynczo rekonstruowane ikoniczne gmachy stały wśród wątpliwej urody bloków albo pośrodku monstrualnych trawników i przy przeskalowanych skrzyżowaniach. Dopiero w ostatniej dekadzie udało się te „dziury” wypełnić, widać to praktycznie na każdym kroku. Jednak spojrzenie w przeszłość i porównywanie pomaga zrozumieć miasto i jego mieszkańców. Zapraszamy na „Prestiżowy” spacer po… Dreznach. 

Drezno pierwsze: organizm socrealistyczny

Dawne śródmieście (Seevorstadt) to dziś wielkie blokowisko. Po eleganckich kamienicach, salonowych placach i parkach nie ma śladu. Śmiesznie brzmią nazwy ulic, kojarzone zazwyczaj ze staromiejskimi obszarami, a tu stanowiące wewnątrzosiedlowe drogi. Co chwilę można natknąć się na ocalałe ślady dumnej przeszłości – nagle zza bloku wyrasta barokowa świątynia, kilka zdobnych kamienic z rozerwanego kwartału albo… rokokowa, pozłacana fontanna (Mozartbrunnen). Szokujący kontrast, ale pozwalający w pełni zrozumieć istotę miasta. Wielkim zaskoczeniem jest dzisiejsze oblicze Prager Straße – ulicy łączącej główny dworzec kolejowy ze Starówką (Innere Altstadt). To dziś nowoczesne, tętniące wielkomiejskim rytmem, zakupowe centrum Drezna, które jeszcze dwadzieścia parę lat temu było zapyziałym deptakiem otoczonym szarymi blokami i wątpliwej urody pawilonami. „Superjednostki” otrzymały nowe szaty – białe elewacje z subtelnymi stalowymi ornamentami, wiele elewacji uzyskało okazałe przeszklenia, wybudowano kilka nowych gmachów, metamorfozę przeszedł też sam deptak. Obowiązkowo trzeba tu zobaczyć okrągły budynek kina (Rund Kino) oraz próbujący z nim konkurować współczesny multipleks UFA Palast – betonową bryłę z dominantą w postaci imitującego kryształ szklanego klina wbitego w ziemię. Ciekawa jest forma nowej galerii handlowej, z dobrym smakiem nawiązująca do królującego wokół socmodernizmu. 

Tylko ulica dzieli Seevorstadt od właściwego Starego Miasta. Niestety, na początku różnicy zbyt wielkiej nie ma – tu także dominuje architektura minionej „jedynej słusznej epoki”. Choć już w bardziej eleganckim wydaniu, przypominającym zabudowę warszawskiego MDM-u. Przeskalowane budynki zwieńczone spadzistymi dachami miały nawiązywać do monumentalnych gmachów starego Drezna. Efekt jest porażający – dosłownie. Tu jest po prostu brzydko! Na szczęście Niemcy bez sentymentu sukcesywnie burzą stare i zastępują odważnymi, współczesnymi gmachami. Koniecznie trzeba zobaczyć nieliczne w kwartale historyczne budowle – gigantyczny, przypominający zamek ratusz oraz barokowy Kościół Świętego Krzyża (Kreuzkirsche), z niezwykłym wnętrzem – z braku funduszy odbudowano tylko bryłę świątyni, pozostawiając wewnątrz surowy beton, co dziś ma symboliczne znaczenie. Sam Stary Rynek (Alt Markt) nie zachwyca, ale ma za to funkcjonalny charakter – tu odbywają się słynne drezdeńskie jarmarki, w tym najstarszy na świecie Jarmark Bożonarodzeniowy. Jedną z pierzei rynku stanowi Kulturpalast – świeżo wyremontowana ikona modernistycznej architektury z wielką mozaiką wychwalającą enerdowskiego człowieka. Za budynkiem czeka niespodzianka, by nie rzec – szok!

Drezno drugie: barokowe serce 

Nie ma siły, by nie stanąć jak wrytym na środku Nowego Rynku (Neumarkt) – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenosimy się do świata piękna, barokowego blichtru i bajkowych kolorów. Pieczołowicie odbudowana, najważniejsza część starówki zachwyca. Fascynuje barokowa bryła Kościoła Marii Panny (Frauenkirsche). Jego, zakończoną w 2005 roku odbudowę, śledził cały świat, a ponowne pojawienie się wielkiej kopuły w panoramie Drezna było dla miasta kolejnym przełomowym i symbolicznym momentem. Zrekonstruowany kościół otaczają nowe wiernie odtworzone kamienice oraz zupełnie współczesne, często bardzo śmiałe w swych formach gmachy. W parterach sklepy, restauracje, na kolejnych piętrach mieszkania, hotele i niestety, w znakomitej większości… biura. To sprawia, że po zmroku Nowy Rynek zamiera, zdradzając swój nieco sztucznie wykreowany charakter. Mimo to, warto zagubić się w wąskich uliczkach starówki, choćby po to, by na Augustusstraße natknąć się na unikatowe dzieło – wykonaną z misieńskiej porcelany mozaikę „Orszak książąt” (Fürstenzug). Koniecznie trzeba zobaczyć kolejne perły baroku – zamkowy kompleks rezydencji Wettynów (Residenzschloß), Kościół Dworski i wreszcie Zwinger. Być w Dreźnie i nie zobaczyć tej zachwycającej hybrydy pałacu i ogrodu, to tak, jakby w ogóle tu nie przyjechać. Kto ma więcej czasu obowiązkowo musi zwiedzić Galerię Starych Mistrzów, jedną z największych kolekcji malarstwa europejskiego na świecie (kolejne ważne drezdeńskie muzea to Albertinum z Galerią Nowych Mistrzów, przebogate kolekcje klejnotów w Zamku, czyli zbiory Zielonego Sklepienia – Grünes Gewölbe, Niemieckie Muzeum Higieny ze słynną ekspozycją przedstawiającą rozwój postrzegania ludzkiego ciała i jego wnętrzności na przestrzeni wieków oraz Muzeum Wojskowo-Historyczne Bundeswehry). Tuż obok Zwingera znajduje się jeden z najsłynniejszych teatrów świata – Semperoper. Kolejnym obowiązkowym punktem zwiedzania są Tarasy Brühla (Brühlsche Terrasse). To spacerowa promenada, zbudowana na szczycie dawnych fortyfikacji. Przy pasażu zbudowano reprezentacyjne budowle z dominującą bryłą Akademii Sztuki. Dla każdego szczecinianina brzmi to znajomo, prawda? Drezdeńskie założenie było inspiracją dla Wilhelma Meyera-Schwartau – architekta szczecińskich Wałów Chrobrego.  

Drezno trzecie: alternatywna dusza 

Z Tarasów Brühla widać położone na wschodnim brzegu Łaby monumentalne gmachy, a przed nimi zielone błonia, na których drezdeńczycy chętnie piknikują. To Nowe Miasto (Neustadt). Tuż za reprezentacyjnymi budowlami ponownie króluje wszędobylski socrealizm, ale kilkaset metrów dalej kolejne zaskoczenie – mało znane turystom Äußere Neustadt (Zewnętrzne Nowe Miasto) albo – na cześć saskiego króla Antoniego Wettyna – Antonstadt. To kilka ulic z zachowaną przedwojenną zabudową, bez fajerwerków – niskie, ceglane kamienice. Sednem jest tu zaskakujący, alternatywny charakter i totalnie (!) beztroska atmosfera dzielnicy, przypominająca legendarną kopenhaską Christianię. Nawet w latach dziewięćdziesiątych proklamowano Kolorową Republikę Nowego Miasta (Bunte Republik Neustadt), ale dziś jedynym śladem po „alternatywnej próbie rewolucji” jest czerwcowy uliczny festiwal sztuk. Nie ma tu osławionego niemieckiego „ordnungu”, większość elewacji pokrywa mniej lub bardziej profesjonalne graffiti, wszędzie kolorowe girlandy, do tego niezliczone knajpy, kluby, ogrody piwne, restauracje, bary… Niemal każda ze sklepowych witryn pełni funkcję „ławeczki”, dosłownie, bo właściciele lokali montują na nich siedziska. Każdego wieczoru na ulice Antonstadt wylegają tysiące młodych drezdeńczyków i… bawią się do rana. Jak ktoś przywiezie nagłośnienie, to cała ulica (nawet oczekujący na tramwaj) tańczy! Zadbano nawet o fizjologię ucztujących i co kawałek można natknąć się na uliczne szalety, tzw. ślimaki. Przy Görlitzer Straße koniecznie trzeba odwiedzić Kunsthof Passagen, czyli połączone ze sobą podwórza kilku kamienic, a w środku małe sklepiki z rękodziełem, kawiarnie, galeria oraz pracownie artystów. Wielką atrakcją jest tzw. grający dom. Melodię można usłyszeć jedynie w deszczowe dni, bo dźwięki wygrywa woda spływająca po fantazyjnie ułożonych rynnach. Kolejnym miejscem wartym odwiedzenia, choć skrajnie turystycznym, jest… najpiękniejsza na świecie Mleczarnia braci Pfund (Pfunds Molkerei). Wytwórnia oraz sklep mieszczą się w niepozornej kamienicy przy Bautzner Straße, obok zachwycania się wystrojem z misieńskiej porcelany należy zachwycić się smakiem tutejszych serów i obowiązkowo wypić szklankę mleka (1€). To ostatnie dla wielu uczestników nocnego życia w Antonstadt poleca się nad ranem…

Drezna kolejne: zielone płuca i wyniesiony kręgosłup 

Każda z dzielnic miasta ma zupełnie odmienny charakter. Ciekawe są spacery po zielonych uliczkach willowych Plauen, Striesen, Blasewitz. Bogato zdobione, często secesyjne domy wprost zachwycają. Przyjemnie jest w przypominającym małe miasteczko Pieschen. Grzechem byłoby nieodwiedzenie Loschwitz. Trzeba wjechać najstarszą na świecie koleją podwieszaną (Schwebebahn) na szczyt wzniesień, z których roztaczają się urzekające widoki. Obowiązkowo trzeba też przekroczyć rzekę stąpając po Niebieskim Cudzie (Blaues Wunder), czyli słynnym na całym świecie stalowym wiszącym moście, sensacji XIX-wiecznej techniki. Niedaleko stąd do słynnych zamków – zespołu Elbschlösser na łagodnie opadających ku rzece wzniesieniach czy przepięknego, zbudowanego w stylu japońskim Pałacu Pillnitz, jednej z posiadłości Hrabiny Cosel. 

By zobaczyć największe atrakcje miasta i jednocześnie móc poczuć jego atmosferę, wystarczą trzy dni. Miasto posiada rozbudowaną, także ekonomiczną bazę noclegową, poruszać się po nim można sprawną komunikacją miejską, której osią są tramwaje. Ze Szczecina do Drezna prowadzi autostrada – czas przejazdu samochodem to 3,5 godziny. Tanie połączenia autobusowe proponuje także Flixbus – bilet w dwie strony to wydatek około 100 PLN. 

7( 106)
Lipiec'17