Unikatowy Jaguar

To nic, że to auto pali tyle, ile wlejemy do baku. To nic, że ma tyle miejsca, że wysoka osoba w trakcie jazdy będzie miała kolana wysoko pod brodą, a w bagażniku nie zmieścimy kijów golfowych. Kogo to obchodzi? Wszystkie „niedociągnięcia” rekompensuje piękno Jaguara, fantastyczny mocny silnik, każdy dopracowany i odrestaurowany detal. W końcu mechanicy nad przywróceniem jego blasku pracowali niemal dwa lata!

Autor

Andrzej Kus

Trudno powiedzieć ile takich aut jeździ jeszcze po drogach na całym świecie. Jaguar XK 120 DHC produkowany był w latach 1948-1954. Dostępny jako dwudrzwiowy coupe lub roadster. Wyprodukowano łącznie 12055 sztuk. 

– Nasz egzemplarz pochodzi z 1953 roku. Przyprowadził go klient z regionu, który chciał przywrócić Jaguarowi pierwotny blask. Praca pochłonęły mnóstwo czasu i pieniędzy, ale śmiało możemy powiedzieć, że mamy do czynienia niemal z nowym samochodem – mówi Tomasz Cholewa, właściciel firmy BT Classcis, która zajęła się odrestaurowaniem auta. 

Pod maską znajdujemy silnik R6 o pojemności 3400 centymetrów sześciennych i mocy 160 koni mechanicznych. Napędza go czterostopniowa manualna skrzynia biegów. Moc jest odczuwalna po minimalnym wciśnięciu pedału gazu… na każdym biegu. Fantastycznych wrażeń z jazdy przy otwartym dachu dodaje imponujący ryk silnika. Auto uruchamia się po przekręceniu kluczyka, przyciskiem typu start-stop. Takim samym, którym dzisiaj szczycą się współcześni producenci samochodów. 

– Samochód nie wyglądał tak od samego początku. Nie był na chodzie, gdy do nas trafił. Zresztą jest to jedno z pierwszych aut, jakie trafiło do naszej firmy w celu kompletnej odbudowy. Wbrew pozorom okazało się całkiem wymagającym w odbudowie, zwłaszcza w początkowym etapie prac. Spowodowane jest to charakterystyczną dla tamtych lat budową samego pojazdu - jego nadwozie spoczywa bowiem na masywnej ramie i wszelkie prace, tak blacharskie, jak i lakiernicze muszą być wykonywane bez oddzielania ich od siebie. Nie ma innego sposobu na zachowanie wymiarów i szczelin pomiędzy elementami nadwozia – wspomina Tomasz Cholewa. – Poszycia maski, klapy bagażnika oraz drzwi wykonano z aluminium w większości spoczywającego na drewnianym szkielecie. Cieszymy i doceniamy fakt, że właściciel samochodu wykazał się wyrozumiałością i cierpliwością dla naszych wysiłków w przywracaniu Jaguara do życia. Wierzymy, że osiągnięty przez nas efekt zrekompensuje mu to z nawiązką. Osoba ta należy bowiem do posiadaczy aktywnie korzystających i cieszących się w praktyce z posiadania zabytkowych pojazdów poprzez częste uczestnictwo w zlotach i rajdach oldtimerów.   

Rzeczywiście zdecydowana większość podzespołów jest oryginalna, została odratowana przez specjalistów. Nie opłacało się to jednak w przypadku felg, które były na tyle skorodowane i miały splecione szprychy, że nie było większego sensu ich odzyskiwać. Drewna mają na nowo położony fornir. Cały samochód przed uruchomieniem rozebrany został na części pierwsze, do ostatniej śrubki. Każda z nich została odczyszczona, zniszczone elementy naprawione.  

– To mozolna, wręcz tytaniczna praca całego zespołu, ale okraszona reakcjami osób postronnych, które zachwycają się teraz samochodem. To właśnie dla nas największa satysfakcja oraz powód do prawdziwej dumy. Samochód teraz jest warty z pewnością ponad pół miliona złotych i mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że trudno będzie znaleźć drugi taki egzemplarz na świecie – podsumowuje mechanik. 

7( 106)
Lipiec'17