Niewyspany Jarosław Kuźniar

„Jestem zachwycony Pauliną Ratajczak z Galerii Tworzę Się, dobre wrażenie zrobiła na mnie Laura Hołowacz z Centrum Euroregionu Pomerania Stara Rzeźnia. Fascynujące postaci. Marszałka też macie fajnego!” Tak mówił Jarosław Kuźniar podczas kręcenia programu o Szczecinie. Co jeszcze podoba mu się w naszym mieście? Na zwierzenia namówił go Daniel Źródlewski. 

Autor

Daniel żródlewski

galeria

"W stajesz i wiesz” w TVN24 od 6.00, „Dzień dobry TVN” zgodnie z tytułem też na rozpoczęcie dnia, „Onet rano” też… rano.  Masz problem ze spaniem czy co? 

 Ze spaniem raczej nie mam problemu, ale by znaleźć czas na sen, to chyba tak (śmiech). Wydawać by się mogło, że im człowiek starszy, to z każdym rokiem potrzebuje więcej snu…

Odwrotnie! Starsi ludzie śpią mniej. Spójrz na wszystkich emerytów, którzy od bladego świtu już są na nogach…

Ale oni mają pieniądze, żeby balować, a ja jestem na etapie zarabiania pieniędzy, by balować (śmiech). A tak serio, to dziś chyba tak się układa życie, że trzeba robić kilka rzeczy na raz, nie ma czasu na spanie. Dzisiaj dziennikarstwo ma tak wiele znaczeń i nie wiadomo jaka za moment będzie tego definicja. 

Technologia i nowe media zrewolucjonizowały to pojęcie. Na naszych oczach odbywa się wielka medialna rewolucja. Telewizja w internecie nie ma ograniczeń, nie ma ramówki, nie musi mieć koncesji…  

Technologia i nowe media pozwalają dziś każdemu być nadawczym medium. Fakt, to daje znacznie większą swobodę, ale… sami sobie narzucamy pewien styl, który wymusza najwyższą jakość. Jak musisz coś zrobić jakościowo dobrego, to nie masz za dużego komfortu. Przede wszystkim, w internecie nie mamy tak dużego budżetu jak wielka korporacyjna telewizja. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dla widza nie ma znaczenia kto to wyprodukował, on chce, żeby to było po prostu dobre. Nie mamy zatem komfortu, za to mamy dużo elastyczności. Bo jeżeli dziś po programie gadamy, wyciągamy sobie wnioski i wiemy, że to trzeba poprawić, tu dodać, tam odjąć, to zmieniamy to od jutra, a nie czekamy do końca sezonu. Patrzymy na wyniki oglądalności i wtedy decydujemy.

A jak w sieci jest z tą osławioną „oglądalnością”? 

My mamy wyniki oglądalności w tzw. real time, czyli czasie rzeczywistym. W telewizji nazajutrz widziałeś wyniki oglądalności i to co do jednej sekundy. Wiedziałeś ilu widzów było przy danej rozmowie, jak to wyglądało w odniesieniu do TVP Info czy Polsat News, ale nie wiedziałeś „dlaczego”. Ten wykres wyglądał jak zepsuty kardiogram. W internecie ta odpowiedź jest od razu, bo do tego dochodzą przecież jeszcze komentarze. Zauważyłem, że jest tak, że pewna grupa ludzi do ciebie przychodzi i zostaje z tobą, nie odchodzi od komputera czy smartfona, nie przełącza kanału. 

Te cyfry są porównywalne z widzami telewizyjnymi?

Oglądalność oglądalności nierówna. Bo to jest rozróżnienie na liczbę streamów i późniejszych wyświetleń. Ale jeżeli wiemy, że na przykład nasz reportaż z Rumunii w miesiąc obejrzało milion osób, no to 

Paaaanie… To porównywalne z telewizją. Ważne jest też to, że strona główna Onetu jest jednym z miejsc, gdzie można nas oglądać. Technika daje tu nieograniczone możliwości, możesz przecież spiąć telewizor z Internetem. I właśnie kilka dni temu ktoś nam wysłał zdjęcie, że ogląda program na jakimś gigantycznym ekranie, jak w kinie. 

Do tego dochodzą jeszcze kolejne kanały dostępu, myślę tu o social media. 

Nie rozumiem dlaczego telewizja ciągle się na tę formę komunikacji obraża, uważa, że jest tam okradana ze swojego kontentu. A powinna to wykorzystywać do promocji! My pokazujemy się wszędzie, wiedząc jednocześnie, że Facebook przecież nam za to nie zapłaci. Skoro mamy półmilionowy zasięg i liczbę wyświetleń na poziomie stu tysięcy każdego programu, no to nam się to zlicza do całości. I kiedy idziemy do klientów (reklamodawców) to mówimy im: Słuchajcie, możemy dotrzeć do takiej, a takiej liczby odbiorców. To nasza waluta!

Choć program nie ma jeszcze roku, stał się wręcz wzorcowy dla tej formuły. „Onet rano” i jednocześnie Twoje nazwisko są wręcz ikoniczne dla polskiej telewizji internetowej.

Śledzę od dawna amerykańskie media. Dzisiaj nie ma już brandu CNN czy CNBS, za tymi markami stoją teraz twarze konkretnych dziennikarzy. U nas dziennikarz jest obok marki stacji, a w takim CNN, na tej belce na ekranie, masz logo stacji, a obok nazwisko dziennikarza. I to jest równoważne. Dziś kiedy CNN jedzie na plan, robi dwu-minutowy „live” (wejście na żywo – przyp. red.) na antenę, a potem dwudziestominutowy na Facebooka, i to z widownią i przede wszystkim reaktywnością nieprawdopodobnie większa. My wykorzystujemy ich doświadczenia. Program to jedno, ale pokazujemy cały nasz „backstage”, czyli kulisy powstawania programu. Wczoraj nadaliśmy na Facebooku prawie 20 minutową transmisję, z tego jak… wjeżdżamy do Szczecina. Rozmawialiśmy o tym, co będziemy pokazywać, z kim rozmawiać. Oglądała nas rzesza ludzi, a w setkach komentarzy dostawaliśmy podpowiedzi, co w Szczecinie robić. To fajnie angażuje widzów, udaje nam się budować grupę prawdziwych fanów programu. Nie widzów, ale fanów! 

I tutaj osobowość prowadzącego ma cholernie wielkie znaczenie… 

Kiedy bym dziś ogłosił, że rezygnuję, że zostawiam media i otwieram swoją kawiarnię i z niej będę nadawał rozmowy, to wiem, że ci ludzie się przeniosą, żeby mnie oglądać. A co ciekawe marka „Onet rano” nie ma roku jeszcze…

Jak oceniasz to, co dziś wydarzyło się w Szczecinie? Jak odbierasz miasto i ludzi, z którymi rozmawiałeś?

Heniek Sawka wymyślił nam jakąś zupełnie kosmiczną orkiestrę, o której nam nie powiedział. Ciekawe, co okoliczni mieszkańcy na taką pobudkę (śmiech)… Byłem absolutnie zaskoczony… Jestem zachwycony Pauliną Ratajczak z Galerii Tworzę Się – ona super angażuje dzieciaki, chce, by inaczej rozumiały świat i robi to zupełnie własnymi siłami. Dobre wrażenie zrobiła na mnie Laura Hołowacz z Centrum Euroregionu Pomerania Stara Rzeźnia. Ileż ona energii i siebie dała w zbudowanie tego ośrodka. Fascynujące postaci. Do tego świetne rozmowy z piłkarzem Jarkiem Fojutem czy architektem Przełomów – Robertem Koniecznym. Marszałka też macie fajnego… 

Formuła programu zakłada, że większość tych rozmów odbywasz w samochodzie. Rozmawiasz i jednocześnie prowadzisz auto. Dla mnie kosmos… Jak tu się skupić?

Mam chyba jakąś taką „kobiecą” podzielną uwagę (śmiech). Wydawca na ucho swoje, operator swoje, ulica swoje… Ale spokojnie, ja jadę bardzo wolno, maksymalnie 40-50 km/h. Moje rozmowy też mają niespieszny charakter. Nie zasypuję gradem pytań, staram się być partnerem w tych rozmowach. Liczę na gościa, na to, że się otworzy, a ja mu daję po prostu dużo wolnej przestrzeni. Nigdy nie czytam innych, wcześniejszych wywiadów z moimi gośćmi, nie uczę się ich biogramów na pamięć. To nie są ludzie z okładek kolorowych pism, to są osoby, które są ciekawe i mają w sobie ciekawość. I ta ciekawość, także moja względem ich opowieści, jest bodźcem do rozmowy. 

Jaki wyłania się świat z tych rozmów, oczywiście myślę o tych dzisiejszych, szczecińskich?

Dziś jesteśmy w Szczecinie, tydzień temu byliśmy w Wałbrzychu, za chwilę jedziemy do Wrocławia… Wiesz, już na podstawie tych trzech doświadczeń mam fajne poczucie, że jak się jest dziś w dużych polskich miastach, to absolutnie nie ma się kompleksów. Warszawa? Okej, oni tam czasem muszą dać nam jakieś pieniądze albo przeszkodzić, bo akurat zmienią jakieś prawo (śmiech). A Wy tu żyjecie sobie, robicie swoje, do Warszawy, jak trzeba, to sobie dojedziecie w kilka godzin… Zresztą Wy tu macie bliżej do Berlina i widzę wyraźnie jak to wpływa na głowę, że obok macie Europę. A w samym mieście to zachwyciły mnie Wały Chrobrego, połączone z tymi bulwarami, z Łasztownią. Rewelacja! To miasto ma zupełnie niepowtarzalny klimat!

 

Nieustępliwie: a ludzie?

Odpowiem anegdotką. Ostatnio w Warszawie miałem sytuację, która mnie strasznie zasmuciła. Podczas programu, już podczas transmisji, jesteśmy na jakimś dużym parkingu w centrum… Jadę sobie pomalutku i kątem oka widzę, że jedzie na mnie facet, ubrany w garnitur, pewnie jakiś menager, obok żona, z tyłu fotelik z dzieckiem, jedzie na mnie rozpędzony, hamuje nagle i coś tam do mnie krzyczy, chyba mnie nie lubi… (śmiech) A tutaj… na każdym skrzyżowaniu ludzie nas pozdrawiali, machali do nas. Nawet nasz kolega Wojtek z zespołu social media był rozpoznawany przez szczecinian. Fajne miasto.

7( 106)
Lipiec'17