Filipińskie między słowami

Obie są ładne, młode, pochodzą z Polski – Sandra Ma z Białegostoku, Joanna Bartosiewicz ze Szczecina. Na swoją drugą ojczyznę wybrały Filipiny. Pracują tam w modelingu. Sandra od pięciu lat, Joanna od dziesięciu. Dla Filipińczyków ich uroda jest egzotyczna: są szczupłe, wysokie, o jasnej karnacji, Joanna na dodatek jest jeszcze blondynką. Azjaci nie mają problemu z „innością”, dziewczyny czują się na Filipinach jak u siebie domu. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Joanna do Manili, stolicy Filipin, trafiła przez Japonię. Mieszkała tam rok, by później naprzemiennie podróżować między Tokio a Filipinami. Pięć lat temu osiedliła się w Manili. – Do Japonii trafiłam przez kontakty z marką kosmetyczną Shiseido, dla której zaczęłam  pracować na wyłączność. Były to głównie pokazy w Tokio – mówi Joanna. – Modeling znalazł mnie raczej sam. Dawno temu wygrałam w Szczecinie konkurs, później w Azji okazało się, że bardzo lubią „mój typ urody”.

Droga Sandry była nieco dłuższa. W zawodzie pracuje od ośmiu lat, na Filipinach mieszka od czterech, ale dwa lata temu zdecydowała się na stały pobyt. – Moja przygoda z modelingiem zaczęła się dość specyficznie. Podczas spaceru z przyjaciółką zaczepił nas obcy mężczyzna i podzielił się informacją o castingu. Nigdy nie chciałam być modelką, a na pewno nie wtedy, ale poszłyśmy na casting dla żartu. Po miesiącu odezwał się telefon, żebym przyszła na zdjęcia – wspomina Sandra. – Pamiętam moje pierwsze zlecenie dla polskiej marki odzieżowej DeFacto i jednego z warszawskich salonów sukni ślubnych. To wtedy odkryłam, że przed kamerą czuję się jak ryba w wodzie. 

Do Azji pierwszy raz poleciała jako nastolatka, zupełnie nie zdając sobie sprawy, jak to będzie wyglądało na miejscu. – Było ciężko – przyznaje modelka. –  Niemniej jednak ciągłe zlecenia i stała współpraca z Chanel wynagradzała wszystko. Dodatkowe wyróżnienie przypadło mi, kiedy z wszystkich pięknych dziewczyn z agencji azjatyckich to właśnie mnie wybrano na wyjazd do Las Vegas i pracę dla Casio. Byłam wniebowzięta.

Wynajem na dobę

System pracy w Azji znacznie się różni od europejskiego, chociaż co rejon Azji, to inny rytm sesji, pokazów i samego traktowania  pracujących tam dziewczyn. – Japończycy są bardzo zorganizowani i konkretni, nie to, co Filipińczycy. Tutaj jedna scena do filmu potrafi być kręcona przez 29 godzin – śmieje się Joanna. – Na Filipinach nigdy nie zaczyna się pracy punktualnie. Praca przy reklamach to zawsze 24 godziny wyjęte z życia, podobnie seriale, w których się epizodycznie pojawiam. Na tyle ciebie „bookują”.

Sandra dodaje: – W każdym azjatyckim kraju pracuje się inaczej. W Chinach pracujesz non stop: szybkie zmiany, błyskawiczne pozy, a po pracy bieganie na kolejne castingi. W Indiach jedna praca pochłania cały dzień, zwłaszcza, gdy fotografujesz tradycyjne stroje, które wymagają pomocy osoby trzeciej przy ich zakładaniu. Na Filipinach praca jest łatwa, ale to, co można w Chinach zrobić w godzinę, tutaj ciągnie się w nieskończoność, także wymagana jest od nas anielska cierpliwość.

Marvel, Avon… szpital

Dziewczyny ciężką pracą, ale też bezpretensjonalnością zdobyły zasłużoną pozycję w świecie tutejszego modelingu. – Nigdy nie skupiam się na markach, każdy projekt jest dla mnie wyzwaniem, któremu staram się sprostać. Przez te długie 8 lat trochę się nazbierało – mówi z uśmiechem Sandra. – Niemniej jednak, nigdy nie obchodził mnie rozgłos i pięcie się w górę w świecie „fashion”. Mogę jedynie nadmienić, że w chwili obecnej zostałam międzynarodową ambasadorką firmy Avon. Moje zdjęcia można znaleźć właśnie w aktualnej kampanii. 

Joanna również ma na koncie długą listę marek, dla których pracowała. – Pracowałam m.in. dla dużej firmy kosmetyków wybielających, dla Marvel International czy dla Lee Cooper Jeans. Grałam w serialach filipińskich, a ostatnio miałam epizod w fabularnej produkcji z tutejszą gwiazdą kina – wymienia Asia. – Ponieważ robię to szmat czasu, zaczęłam na własną rękę organizować pewne projekty, jak i pomagać agencjom modelingowym i niezależnym agentom.

Jak kochają Azjaci 

Życie na Filipinach to nie tylko praca, ale także zwyczajna (niezwyczajna) codzienność, której częścią jest popularność i rozpoznawalność, nierozerwalnie związane z zawodem jakim dziewczyny się zajmują. – Filipińczycy pokochali mnie po programie w stylu „Europa da się lubić” tylko poświęconemu Azji – wyznaje Joanna. – Tutejsi mieszkańcy uwielbiają ludzi pozytywnych, a ja do takich należę. Mówię również trochę w ich języku, więc uważają mnie trochę za „swoją”. Dla nich biała kobieta, szczególnie blondynka, jest symbolem amerykańskiego snu. Wiem, że im się podobam, bo czasem wyznają mi miłość na ulicy. 

O prywatność dba bardzo Sandra, która, kiedy nie pracuje, najchętniej spędza czas z przyjaciółmi albo zamyka się w swoim mieszkaniu, czytając książki i pielęgnując kwiatki. – Dbam o swoją prywatność, owszem, zdarza się, że ktoś za mną krzyknie, a nawet zaczyna śpiewać miłosne piosenki, ale myślę, że na Filipinach to normalne. To raczej kochliwy naród – śmieje się. – Po kilku incydentach z pierwszych lat modelingu nauczyłam się bronić swojej prywatności i dystansu do płci przeciwnej.

Joanna dodaje: – Poznałam tu dużo fajnych ludzi, wiele im zawdzięczam, choć należę do osób szalenie samodzielnych. Ja również staram się coś im dać od siebie. Działam charytatywnie, m.in. pracowałam jako wolontariuszka w szpitalu dziecięcym.

Europa da się lubić

Życie z dala od Europy czasem jest trudne, chociaż dziewczyny i z tym dają sobie świetnie radę. – Myślę, że Azja mnie bardzo wciągnęła, ale brakuje mi europejskiego stylu życia i rodziny. Także tego, że możesz przejść ulicą i nikt ciebie nie zaczepi albo że możesz w środku miasta iść na spacer do parku. Tutaj to jednak jest niemożliwością – przyznaje Joanna. – Same Filipiny mają dużo do zaoferowania i nie mówię tylko o rajskich plażach, które zajmują pierwsze miejsce w światowym rankingu. Ludzie tutaj są bardzo gościnni i mają zawsze uśmiech na twarzy, są bardzo towarzyscy i bezpośredni. Tego wrodzonego pozytywu brakuje mi jak wracam do Polski, a pamiętajmy, że Filipiny to trzeci świat.

A Sandra tak kończy naszą rozmowę: – Życie z dala od rodziny jest nie lada wyzwaniem. Tęsknota oraz poczucie uciekającego czasu, który moglibyśmy spędzić z najbliższymi, przytłaczają. Dzięki podróżom i niemalże ciągłej separacji mogłam spojrzeć na wszystko z innej strony i już jako nastolatka wiedziałam, że rodzina jest najważniejsza. Swoich rodziców uważam za moich najlepszych przyjaciół.

7( 106)
Lipiec'17