Szczera do bólu – Agnieszka Rylik

Była o krok od tragedii. Jako nastoletnia mistrzyni świata przeżyła głęboką depresję. Przyznaje, że dzisiaj jest już szczęśliwym człowiekiem. Agnieszka Rylik, jedna z najbardziej utalentowanych polskich bokserek opowiedziała nam o swojej książce, oraz udziale w programie Agent Gwiazdy 2. – Uczestnicy tego programu sprzedali się tam za złotówkę. Ten program nie jest fajną przygodą – przyznaje. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Wydałaś książkę „Nokaut. Historia bokserki”. Mimo że opisujesz w niej zarówno początki swojej kariery sportowej, życie prywatne, zakręty życiowe i wzloty – nie jest to typowa biografia. 

Rzeczywiście, wybrałam najfajniejsze, ale i najczarniejsze momenty mojego życia. Są osobiste horrory, są też sportowe sukcesy. Chciałam w ten sposób otworzyć się, opowiedzieć o motywacji, pokazać, że tak naprawdę nie zawsze byłam twarda, a nauczyłam się tego z biegiem lat. Zbierałam się do tego bardzo długo, musiałam swoje wypłakać i zapłaciłam za to ogromną cenę. Gdy wyczynowo uprawia się sport trzeba zamordować organizm. Wiąże się to z obciążeniem fizycznym, psychicznym i generalnie z utratą zdrowia. Jako 18-latka chciałam już iść na sportową emeryturę, wysiadłam. Miałam refluks, nawet zamknięto mnie na dwa dni do izolatki i podłączano do kroplówki bym mogła przeżyć. Miałam depresję. Byłam w złym stanie. W książce opisuję też przeżycia niesamowite, niezapomniane, takie jak przelot samolotem F16. Mnóstwo moich znajomych dowiedziało się z „Nokautu” wiele rzeczy, o których wcześniej nie wiedziało. Nawet dziennikarka Dorota Wellman ją pochwaliła twierdząc, że jest bardzo mądrze napisana. 

Niewielu jest zawodników sportów walki, którzy radzą sobie tak doskonale jak Ty. Z czego to wynika, że inni bokserzy nie potrafią odnaleźć po zakończeniu kariery właściwej drogi? Zarabiają ogromne pieniądze, mimo tego ich późniejsze życie wygląda delikatnie mówiąc nieciekawie. Popadają w długi, nałogi, mają problemy z prawem. 

Zakończenie pięściarskiej kariery to dla wielu zejście ze sceny. Szukają wiec adrenaliny. Większość zawodników nie miało łatwego dzieciństwa, pochodzą często z patologicznych rodzin. W ringu walczyli o życie, bo tylko z tego mogli się utrzymać. Ja natomiast nie miałam noża na gardle, u mnie była alternatywa. Powiedziałam sobie, że zostanę albo sportowcem albo lekarzem. W życiu mogłam robić wiele różnych rzeczy. Najbardziej jednak kochałam sport i na tym skupiłam całą uwagę. Walcząc jednak na ringu, jednocześnie, zajmowałam się innymi pasjami. Nie poświęciłam się wyłącznie wyczynowemu sportowi, bo jest to odmóżdżone życie, które można porównać do hodowlanego życia zwierząt. Zdecydowana przewaga zawodników musi po zakończeniu kariery sportowej pracować, bo w trakcie czasów świetności nie odłoży pieniędzy by utrzymać się do końca życia. Popadają w alkoholizm, uzależniają od narkotyków. To prawdziwe dramaty ludzkie. Dzięki wielu zainteresowaniom potrafiłam tego wszystkiego uniknąć i obecnie nie muszę się martwić o codzienność, bo mam mnóstwo innych zajęć. 

Wiele osób twierdzi, że sport to zdrowie. Nie tyczy się to jednak sportu wyczynowego. Co myślisz o takiej opinii?

Miałam sześć operacji ortopedycznych. O czymś to już świadczy. Wyczynowy sport z pewnością nie należy do najzdrowszych. Walcząc na ringu zawsze starałam się nie przyjmować na głowę wielu ciosów. Dzięki temu wszyscy teraz mówią, że nie wyglądam jak bokserka. Zastanawiają się dlaczego nigdy nie miałam złamanego nosa. Odpowiadam: bo byłam dobra. Jeśli natomiast chodzi o narażenie na kontuzję uważam, że jest mnóstwo innych sportów, które bardziej się do niej przyczyniają: piłka nożna, koszykówka, jeżdżenie autami w przeciążeniach.  

Nie ciągnie Ciebie na ring? Powroty stają się popularne. Niebawem zobaczymy ponownie na ringu Tomasza Adamka. 

Boks nie jest sportem dla starych ludzi, nie mamy już takiej wytrzymałości. Gdy wracał Paweł Nastula, mój kolega, odradzałam mu. Twierdził, że gadam głupoty, że jest w świetnej formie. Zobaczyłam go na ringu i płakałam. Oddychał bardzo ciężko, nie miał siły ani kondycji. Był pomysł bym i ja znowu stanęła do walki. Przemyślałam i nic z tego. Taki benefis starszej pani byłby żenujący. Swoje już w życiu zrobiłam. Niby czuję się teraz dobrze ale nie jestem już na tyle zdrowa, by trenować i walczyć na 100 procent. 

Nie milknie wciąż temat przepychanek słownych między Tobą a Ewą Piątkowską, która podważyła Twoje oczywiste sukcesy, również sukcesy Iwony Guzowskiej. Nie było to sportowe zachowanie i chyba brak szacunku. Piątkowska stwierdziła, że jej walka o pas mistrzyni świata organizacji WBC będzie pierwszą żeńską walką o mistrzostwo świata w polskim boksie, co oczywiście jest bzdurą. Masz przecież na swoim koncie taki tytuł. 

W pewnym momencie zaczęła „jechać”, że jest najlepsza, że my nic nie osiągnęłyśmy. Odpuściłam raz, odpuściłam drugi. Gdy doszło do jej walki z Ewą Brodnicką – opinie nie były dla mnie do końca zrozumiałe. Ewa Brodnicka minimalnie wygrała, co było widać nawet po twarzy Piątkowskiej. W Internecie przeczytałam natomiast nagłówki, że skandaliczny to wynik, że oszukali Piątkowską. Nie wszyscy sędziowie byli jednomyślni i oficjalnie nie zgodziłam się z werdyktem tych, którzy widocznie widzieli inną walkę. Nie cierpię przekrętów, naciągania. To dla mnie horror. Kiedy powiedziałem, że wygrała dla mnie Brodnicka zaczęły się ataki ze strony Piątkowskiej. Mówiła, że z Iwoną Guzowską miałyśmy „jakieś tam paski”, że tak naprawdę ona będzie pierwszą mistrzynią świata w boksie. Grzecznie wytłumaczyłam, że gdy my walczyłyśmy nie było wówczas federacji w której ona walczy. Że oszukuje ludzi i przekazuje fałszywe informacje. Skasowała wówczas moje wpisy. Wrzuciłam list otwarty skierowany do niej na swoim profilu. Przypomniałam, że to my z Iwoną przecierałyśmy drogę dla kobiecego boksu, do naszego poziomu sportowego Zosi jeszcze bardzo daleko. Napisałam by nie promowała się na naszych plecach, a zabrała za ciężką pracę. Podpisałam się jako „Ciocia Rylik”. Na chamskie zachowanie trzeba reagować. Nie usłyszałam od Ewy Piątkowskiej słowa przepraszam ale jest inny plus tej sytuacji. Po latach dogadałyśmy się z Iwoną Guzowską i jesteśmy w dobrej komitywie.

Pochodzisz z Kołobrzegu ale zawsze powtarzasz, że czujesz ogromny sentyment do Szczecina. 

Uwielbiam to miasto. Walczyłam tutaj o mistrzostwo świata w kickboxingu. Byłam wybrana tutaj sportowcem województwa zachodniopomorskiego. Mam w Szczecinie rodzinę, część znajomych. Studiowała tutaj moja siostra. Byłam nawet w poprawczaku… na spotkaniu motywacyjnym. Co jakiś czas przyjeżdżam do was ale przyznam, że zawsze mam za mało czasu na zwiedzanie. Chciałabym zrobić sobie kiedyś taki wypad, gdzie mogłabym spokojnie pospacerować i zobaczyć najpiękniejsza miejsca. A jest ich naprawdę sporo. 

Wystąpiłaś niedawno w programie Agent Gwiazdy. Zaliczysz to do przygód życia?

Program miał być przygodą: dużo sportów ekstremalnych, działania w grupie, czyli wszystko to, w czym doskonale się odnajduję. Szybko wyszło, że dla niektórych uczestników nie ma zasad, liczy się tylko wygrana i sprzedadzą cię za złotówkę. To bardzo słabi ludzie, którzy źle traktują innych. Dla mnie za dużo chamstwa. Nie podobało mi się. Odpadłam po drugim odcinku. Miałam co prawda jokera, który niweluje jeden błąd w teście ale go oddałam. Edyta (Zając-Rzeźniczak – przyp. red.) przed samym testem, który rozwiązuje się po każdym odcinku, zagaiła czy jej go przekażę. Zapytałam czy ona by tak zrobiła. Usłyszałam, że tak i że bardzo się boi odpadnięcia. Podarowałam jej go bez najmniejszego problemu. Gdy przyszło do rozwiązywania testu pojawił się problem z systemem komputerowym, który akurat u mnie się zawiesił. Powiedziałam o tym ale nie mogłam niczego powtórzyć, nie dano mi takiej możliwości. W programie byłam na pewno sobą, nikogo nie udawałam. Jedna z dziennikarek powiedziała bardzo mądrze: „Dobrze, że byłaś tam sobą. Lepiej odpaść niż zostać tam kur…”. Zgadzam się z tym w stu procentach. Ten program to nie była zabawa. Rzadko się zdarza, by ludzie w grupie aż tak źle się zachowywali. Najgorsze było również to, że nie mogłam nawet zadzwonić do córki. Przez trzy dni byliśmy wysoko w górach ale nikt nie dbał o to, by umożliwić kontakt z rodziną. Siedziałam i płakałam. Gdy zmontowali program, to ja pracująca od lat w telewizji trochę się zdziwiłam, wycięli mnie prawie ze wszystkich scen. 

Ale kariera medialna trwa nadal i wciąż nabiera rozpędu. Powiedz na koniec – gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli zobaczyć Agnieszkę Rylik?

Jeżdżę po Polsce i promuję moją książkę. Stąd też moja obecność w Empiku w Kaskadzie. Mam jednak mnóstwo innych planów, będę robiła wiele rzeczy. Współpracuję nadal z telewizją ale myślę o niezależnie autorskim programie. Jeszcze nie wiem czy telewizyjnym czy internetowym, zobaczymy. Jestem na nowej drodze życia, otwarta na ciekawe projekty i propozycje. Rozpoczęliśmy już zdjęcia do filmu Patryka Vegi – „Botoks”. Mam co robić. Możecie mi tylko życzyć dużo zdrowia i trochę odpoczynku. 

Agnieszka Rylik

Agnieszka Rylik ze sportami walki związała się jako piętnastolatka rozpoczynając trening kickboxingu. Zajęło jej zaledwie pół roku by zostać mistrzynią Polski. Dwa lata później zdobyła w tej dyscyplinie mistrzostwo świata seniorek. Później przyszły kolejne tytuły mistrzyni świata i Europy. Przeszła na zawodowstwo, została najlepszą kickboxerką Europy a później świata. W latach 2000-2005 stoczyła 18 pojedynków w boksie zawodowym, wygrywając aż 17 z nich – 11 przed czasem. Zdobyła dwa pasy mistrzowskie i przydomek Lady Tyson. Jako jedna z nielicznych walczyła w nowojorskim Madison Square Garden i Mandalay Bay w Las Vegas. Obecnie jest m.in. dziennikarką. Na swoim koncie ma występy w programach Taniec z Gwiazdami czy Agent Gwiazdy 2 oraz filmach: „Superprodukcja” Juliusza Machulskiego czy „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” Patryka Vegi. 

6( 105)
Czerwiec'17