Sonia Szóstak. Na podbój świata

Z aparatem zawsze w drodze – odkąd skończyła 16 lat nie rusza się z domu bez niego – a podróżuje z nim po całym świecie. Z każdej sesji lub podróży stara się przywieźć materiał, z którego później może złożyć wystawę lub książkę – bo takie publikacje są dla niej najbardziej wartościowe.

Autor

Aneta Dolega

Nie uważa się za fotografa modowego, jej prace są na granicy malarstwa i fotografii. Emocje i światło… światło, od którego trudno oderwać wzrok, w którym chciałoby się przebywać. Pochodząca ze Szczecina Sonia Szóstak jest jedną z najbardziej utalentowanych fotografek młodego pokolenia. Skromna, piekielnie pracowita, cały czas poszukuje porozumienia pomiędzy światem mody a tym, co ją interesuje.

– W pracy zwracam uwagę na wszystko! Na dobre zdjęcie musi złożyć się wiele czynników – czasem też szczęście – wyjaśnia Sonia. – Z pewnością dla mnie kluczowe jest światło, bo pracuję tylko na naturalnym, więc często moje zdjęcia są od niego zależne. To, kogo się fotografuje, też ma ogromne znaczenie – ważne jest porozumienie z daną osobą. Nie wystarczy, że ktoś jest dobrze ubrany bądź ma piękną buzię. Model musi mieć osobowość, coś, co wyróżnia go z tłumu.

Uwielbia fotografować kobiety. Więź z dziewczynami, które fotografuje, dodaje zdjęciom naturalności. Nie lubi za to, kiedy podczas sesji wszystko jest z góry narzucone i zaplanowane. Najlepiej sprawdza się w kreowaniu pomysłów na zdjęcia od początku do końca. Moda według Sonii powinna uzupełniać fotografię, być częścią jakiejś historii, bo ta dla fotografki jest bardzo ważna. Tak samo jak ludzie, z którymi pracuje.

– Zazwyczaj pracuję w stałej ekipie, z którą się znam od lat i do której mam zaufanie – mówi fotografka. – Oni są ogromną częścią tego co robię – nie jest łatwo znaleźć ludzi, z którymi ma się idealne porozumienie na poziomie estetycznym, dlatego staram się, jak mogę, dbać o te relacje. Większość z nich poza pracą jest moimi przyjaciółmi. To ważne, kim się otaczamy, szczególnie na planie czuję się po prostu bezpiecznie, kiedy wiem, że oni są.

Dobór zleceń i klientów też ma dla Sonii bardzo duże znaczenie. Rok temu przeprowadziła się do Paryża. – To było jej pierwsze paryskie zlecenie.

– O Elsie Schaparelli pisałam pracę maturalną – wspomina Sonia. – Nagle mogłam znaleźć się w jej mieszkaniu z widokiem na słynny Place Vendôme, pełen tych wszystkich surrealistycznych gadżetów i wspólnych jej zdjęć z Salvadorem Dalim, które pamiętałam z lekcji Historii Sztuki w liceum (śmiech). To było dopiero surrealistyczne przeżycie! Mam dużo szczęścia, że na razie klienci sami się odzywają – przyznaje z uśmiechem Sonia. – Bardzo selekcjonuję też to co robię, angażuję się wyłącznie w projekty, które są w zgodzie z tym co robię, odrzucam te, których później nie chciałabym publikować. Mam swoje zasady i się ich trzymam.  Według mnie, jeśli konsekwentnie idziemy swoją drogą, może i dłużej będziemy szli, ale na pewno dalej zajdziemy.

Z kinem na razie spotkała się na planie zdjęciowym. Jest autorką fantastycznych plakatów do „Sztuki Kochania” w reż. Marii Sadowskiej, będącej fabularną opowieścią o Michalinie Wisłockiej, najsłynniejszej polskiej seksuolog.

– To był jeden z najfajniejszych projektów, jakie udało mi się zrealizować w Polsce – mówi nie ukrywając zachwytu. – Twórcom filmu zależało, żeby plakat robiła kobieta, która dobrze „czuje” temat kobiecości. Poza tym współpraca z taką aktorką jak Magdalena Boczarska (zagrała główną bohaterkę – przyp. red.) jest czymś niezwykle inspirującym. Uwielbiam pracować z aktorami, mają dużo charyzmy, osobowość, na planie z nimi nigdy nie jest nudno! 

Nierozerwalną częścią pracy, ale też życia Sonii, są podróże. Śledząc jej poczynania na Instagramie czy Facebooku widzimy, że jednego dnia jest np. w Europie, by za chwilę wylądować w zupełnie innej części świata. Podczas tworzenia tego materiału Sonia była jeszcze w Paryżu…

– Podróże to część mojej pracy. Od roku mieszkam w Paryżu, ale zlecenia są w różnych miejscach na świecie – mówi. – Zeszły rok rozpoczął się na Filipinach, a zakończył na Kubie. I to chyba najbardziej lubię w mojej pracy, że nie jest osadzona w jednym miejscu, tylko daje możliwość ciągłego przemieszczania się. Kuba była kampanią dla polskiej marki odzieżowej Sinsay, Filipiny zaś dla amerykańskiej Adobe. Moja praca jest nieregularna. Zdarza się miesiąc, kiedy non stop jestem na planie zdjęciowym, podróżuję, nie mam wtedy czasu kompletnie na nic, a później przychodzi miesiąc, kiedy mam mnóstwo wolnego i wtedy mam czas, żeby skupić się na wymyślaniu nowych projektów, znajdowaniu inspiracji do nowych prac.

A co z rodzinnym Szczecinem? – Najbardziej tęsknię za domem rodzinnym, do którego uwielbiam przyjeżdżać – dodaje. – Przyjaciele ze Szczecina w większości rozjechali się po świecie, ale nasze drogi wciąż się przecinają. Relacje, które nawiązałam w Szczecinie wiele lat temu przetrwały nawet największe odległości i do dziś są najważniejsze. Jeśli mam możliwość, to każdy wolny czas spędzam z przyjaciółmi lub podróżuje na własną rękę. Ciężko mi się zatrzymać, lubię kiedy się dużo dzieje, zawsze znajduję, zajęcie gdziekolwiek jestem. Nie umiem wysiedzieć w domu!

 

 

Sonia Szóstak ma 26 lat,  fotografuje od jedenastu. Pochodzi ze Szczecina, studiowała w Łodzi, mieszkała w Berlinie, a obecnie w Paryżu. Ma na koncie m.in. sesje dla magazynu Rolling Stone, okładki dla Elle, Harper’s Bazaar, F5, zdjęcia do okładek płyt dla Julii Marcell i Taco Hemingwaya; marek odzieżowych Sinsay, Brahman’s Home czy Adobe. Z powodzeniem prezentuje swoje autorskie projekty na wystawach.

zdjęcie Sonii Szóstak: Ewelina Gralak

 
4( 103)
Kwiecień'17